Zdaniem Długopolskiego sztab szkoleniowy i zawodnicy będą musieli szczegółowo przeanalizować miniony sezon, a zwłaszcza poprzedzający go okres przygotowawczy.

- Jakieś błędy musiały się wkraść już na początku. Może była to zbyt duża ilość skoków na igelicie? Trudno jednoznacznie powiedzieć, ale faktem jest, że kadra Łukasza Kruczka zdecydowanie obniżyła loty, natomiast kadra B, pracująca pod kierunkiem Maćka Maciusiaka, prezentowała lepszy poziom - zauważył szkoleniowiec.

Według niego już od pewnego czasu różnice w osiąganych wynikach zawodników obu zespołów zaczęły się zacierać.

- To oczywiście bardzo dobrze, z drugiej jednak strony np. organizowanie zbyt często wspólnych treningów na skoczni mogło być błędem, ponieważ pojawiła się zbyt mocna rywalizacja - dodał.

Dlaczego jednak współzawodnictwo miałoby przynieść negatywne efekty?

- Rywalizacja to pozytywne zjawisko i sedno sportu, ale pod warunkiem, że nie przeradza się w zawody. A tu tak było. Każdy chciał skakać jak najdalej z myślą o tym, gdzie się zakwalifikuje. To tak, jakby codziennie robili sprawdzian, który przecież zawsze obciąża psychikę, a już na pewno nie pozwala właściwie skupić się nad głównym celem treningu, czyli doskonaleniem techniki - podkreślił trener zakopiańskiego AZS.

Opady śniegu i mrozy pojawiły się niezwykle późno, wiec może jednym z powodów gorszej dyspozycji był także brak możliwości treningu w zimowych warunkach?

- Według mnie nie, ponieważ ten sam problem miały wszystkie europejskie ekipy. Uważam jednak, że gdyby nasi zrobili jakąś dłuższą przerwę pomiędzy skokami na igelicie i śniegu, to efekt byłby lepszy - ocenił.

Pytany, jak ocenia podjęcie przez Łukasza Kruczka decyzji o rezygnacji z funkcji trenera kadry, odparł, że wydaje mu się ona słuszna.

- Moim zdaniem on się w tej roli sprawdził, bo przecież ostatnie lata były pasmem sukcesów naszych skoczków i to niewątpliwie jest jego zasługa. Wydawałoby się, że tak młody trener pociągnie jeszcze kadrę parę lat, jednak widocznie się wypalił. W tej sytuacji robienie czegoś "na siłę" po prostu nie ma sensu - zauważył.

Polski Związek Narciarski ogłosił już konkurs na stanowisko trenera głównego. Oferty będą spływać do 24 marca. Wyboru dokona komisja w składzie: prezes PZN Apoloniusz Tajner, wiceprezesi Andrzej Wąsowicz i Andrzej Kozak oraz doradca zarządu Adam Małysz.

- Wydaje mi się, że najlepiej byłoby pozyskać kogoś z zagranicy, ponieważ to uspokoiłoby atmosferę w polskiej kadrze trenerskiej. Osobiście natomiast życzyłbym sobie takiego, który jeszcze bardziej będzie współpracował z trenerami klubowymi - nadmienił Długopolski.

Zapytany, kogo konkretnie widziałby na tym stanowisku powiedział, że najlepiej sprawdziłby się Stefan Horngacher.

Były austriacki skoczek, dwukrotny medalista olimpijski i pięciokrotny medalista mistrzostw świata, po zakończeniu kariery zawodniczej został asystentem trenera reprezentacji Austrii. W sezonie 2004/05 pracował z polską kadrą B. Na mistrzostwach świata juniorów w Rovaniemi w 2005 roku jego podopieczni: Kamil Stoch, Wojciech Topór, Paweł Urbański i Piotr Żyła wywalczyli srebrny medal w konkursie drużynowym. Od sezonu 2006/07 pracował z niemiecką kadrą B, a następnie był osobistym trenerem Martina Schmitta.

- Nasi chłopcy go szanowali, a wręcz uwielbiali. Myślę, że to właśnie jego nam dzisiaj trzeba. Czy jest jednak zainteresowany? Czy uda nam się go pozyskać? Trudno powiedzieć, raczej nie, ale na pewno ja bardzo chciałbym go widzieć w tej roli - podsumował Długopolski.