Kibice na Jose Alvalade oraz ci zgromadzeni przed telewizorami w sobotni wieczór z pewnością drapali się w głowę rozmyślając, dlaczego kolumbijski napastnik Teofilo Gutierrez, który zdobył gola otwierającego wynik w meczu z Aroucą po kwadransie gry na koszulce zamiast swojego klasycznego "Teo" został... "Guterresem", a zdobywca kolejnego z goli Joao Mario białą czcionką na zielonym tyle trykotu nazywał się... "J. Dario".

Kolumbijski napastnik, jak i pozostali zawodnicy Sportingu byli częścią jednej z najdziwniejszych akcji tego roku w piłkarskim świecie. Wicelider portugalskiej ekstraklasy umocnił swoją pozycję za plecami Benfiki wygrywając z piątym zespołem ligi aż 5:1, podczas gdy do przerwy było już 4:0. To właśnie podczas zmiany stron na stadionie ogłoszono sens akcji.

Protest przeciwko sprzedaży nieoryginalnych koszulek meczowych polegał na wprowadzeniu celowych błędów do nazwisk zawodników ubranych w biało-zielone stroje. Akcja wyszła znakomicie, bowiem sfera społeczna kompletnie nie skolidowała ze sferą sportową. Sporting wygrał wysoko po golach Gutierreza (2), Joao Mario (2) i kropce nad i Bryana Ruiza, a całe wydarzenie szeroko komentują światowe media.