Ponad miesiąc temu hiszpańskie media oświadczyły, że Parszczyński, który przebywał w jednym z hoteli, złamał miednicę po tym, jak próbował skoku z balkonu na balkon. To tzw. balkoning - bardzo popularny w kurortach, gdzie ludzie chcą zaimponować innym. W ciągu ostatnich miesięcy przez takie "zabawy" życie straciło ponad 25 osób, w tym mistrz dirt jumpingu Dane Searls.

Polak spadł z balkonu na piątym piętrze i wylądował piętro niżej. Początkowo mówiło się, że wypadł z okna, ale kolejne godziny przyniosły nowe informacje. Włoskie media sugerowały nawet, że był on pod wpływem środków odurzających. Parszczyński kategorycznie zaprzecza. - Zapewniam, że nie piłem alkoholu - oświadczył w rozmowie z "Super Expressem".

Jak wspomina całe zdarzenie?
Podobno leżałem we krwi, wymiotowałem, ale próbowałem wstać. Mogłem tego nie przeżyć. Bardzo chciałbym wiedzieć, co się wtedy stało. Lekarze mówią, że czasem pamięć wraca - po pół roku albo po dwóch latach - powiedział.