Boski Johan. Piłkarz, który wyprzedził swoją epokę

Piłka nożna
Boski Johan. Piłkarz, który wyprzedził swoją epokę
fot. PAP

W czwartek zmarł w Barcelonie Holender Johan Cruyff, piłkarz legendarny, niezwykły, nietuzinkowy, zdaniem wielu ekspertów wyprzedzający epokę, w której grał. "Boski Johan" miał 68 lat, przegrał walkę z nowotworem płuc.

Hendrik Johannes Cruyff urodził się 25 kwietnia 1947 roku na przedmieściach Amsterdamu, pół kilometra od stadionu De Meer, na którym wtedy grał Ajax. Nic dziwnego, że już jako 17-latek (1964) podpisał kontrakt zawodowy i założył koszulkę z nr. 14, który stał się jego własnym. Ten wiotki, szczupły piłkarz hipnotyzował przeciwników perfekcyjnym opanowaniem piłki, niewiarygodnymi zwodami, wykonywanymi z "kosmiczną" szybkością.

 

"Komputer nie zrobi w dwie minuty tego, co potrafi zrobić piłkarz w ciągu kilku sekund" - mówił.

 

Obrońcy wprost nie potrafili grać przeciw niemu. "Gdy śledziłeś ruchy jego ciała, a nie piłki, to już byłeś przegrany" - wspominał były klubowy kolega Wim Suurbier.

 

Zawodnikiem Ajaksu był w latach 1963-73. Trzykrotnie (1971-73) zdobył z nim Puchar Europy, a w 1972 roku także Puchar Interkontynentalny. W 1973 roku trafił do Barcelony, której barwy reprezentował do 1977 roku. Został wybrany najlepszym piłkarzem Europy w plebiscycie "France Football" w latach 1971, 1973, 1974, był srebrnym medalistą mistrzostw świata w Niemczech w 1974 roku. Później w Ajaksie pracował jako szkoleniowiec (1987), ale w tym zawodzie poświęcił się głównie Barcelonie (1988-96).

 

Mówiono o nim, że to piłkarz który wyprzedził swoją epokę, tak jak jego klub Ajax, który zadziwił świat taktyką "futbolu totalnego". Włodzimierz Lubański uznał Cruyffa za najwybitniejszego gracza, z którym dane mu było się zetknąć podczas swej kariery. Grzegorz Lato przyznał, że cenił go wyżej niż "króla futbolu" - Pelego.

 

Cruyffa uznał za lepszego od siebie nawet "cesarz" piłkarstwa Franz Beckenbauer, ubolewając, że Holender miał mniej szczęścia niż on do największych laurów. W finale MŚ 1974 "Pomarańczowi" z Cruyffem ulegli Niemcom z Beckenbauerem. Kolejne w Argentynie (1978) Cruyff zbojkotował. Powiedział, że nie będzie grał w kraju dyktatury pułkowników... I tak ma w dorobku tylko srebrny medal mundialu, podczas gdy jego wielki rywal Beckenbauer cieszył się też z tytułu mistrzowskiego jako trener reprezentacji Niemiec w 1990 r.

 

Cruyff nigdy nie był atletą, a jako zawodowiec palił nałogowo. Wybaczano mu to ze względu na fenomenalne umiejętności piłkarskie. Po zakończeniu kariery też nie widywano go bez papierosa na ławce trenerskiej. Po operacji w 1991 r. (by-pasy) włączył się do kampanii antynikotynowej. W gazetach i na plakatach przestrzegał: "Futbol dał mi wszystko, ale palenie mogłoby mi to wszystko odebrać".

 

Jako 20-latek strzelił sześć goli w jednym meczu dla Ajaxu. Pechowy bramkarz Gerrit Vooys nigdy nie zapomniał tego fatalnego, listopadowego dnia 1967 r.

 

"Gdyby to był ktoś inny, byłoby to straszne, ale jeśli chodzi o Cruyffa poczytuję to sobie za szczególny, choć negatywny, zaszczyt" - przyznał wiele lat później.

 

Z Cruyffem Ajax osiągnął niebywałą serię sukcesów. Trzy razy z rzędu zdobył Puchar Europy (1971-73).

 

"Nasz styl gry z lat 70. był kontrolowanym chaosem" - określił ten totalny futbol jego genialny wykonawca.

 

Do 11 tytułów mistrza Holandii Cruyff dodał 48 występów w reprezentacji kraju, dla której strzelił 33 gole.

 

W sierpniu 1973 r. zdumiał rodaków ogłaszając, że przechodzi do Barcelony za rekordową na owe czasy sumę transferową.

 

"Sprzedaż +Nocnej Straży+ Rembrandta nie spowodowałaby takiego zdumienia" - napisano wtedy w jednym z holenderskich pism.

 

Już w pierwszym roku w Barcelonie pomógł jej w zdobyciu upragnionego, pierwszego od 1960 roku tytułu mistrza kraju. W 1978 r. 31-letni Cruyff, po poważnych stratach finansowych (podobno oszukany przez swego wspólnika), postanowił skończyć z futbolem. Nie na długo. Skuszony wielkimi pieniędzmi przeniósł się do USA, gdzie grał w klubach Los Angeles Aztecs, a potem w Washington Diplomats.

 

Po powrocie do Europy był krótko piłkarzem hiszpańskiego Levante, potem macierzystego Ajaxu w 1981 r., z którym wygrał dwa razy ligę, strzelając wiele bramek, co dało mu dorobek 204 goli w 275 meczach ligowych. Po roku gry dla odwiecznego rywala Ajaxu - Feyenoordu Rotterdam (znowu tytuł mistrza Holandii), zawiesił buty na kołku w maju 1984, w wieku 37 lat.

 

"Jestem zawodowcem. Nie mogę mówić, że jestem zmęczony lub grać pół meczu. Wyznaję zasadę - wszystko albo nic" - powiedział wtedy.

 

W następnym roku wrócił do Ajaxu, tym razem jako dyrektor techniczny. Wtedy jego klub zdobył Puchar Holandii (1986-87). W 1988 r. znalazł się ponownie w swej drugiej po Ajaxie "miłości", Barcelonie, w roli trenera i od razu zmienił losy tej drużyny.

 

Zaczęło się pasmo sukcesów - w pierwszym roku mistrzostwo Hiszpanii, potem zdobyte jeszcze trzy razy. Dwa triumfy w europejskich rozgrywkach pucharowych - Puchar Zdobywców Pucharów 1989 i Puchar Europy 1992.

 

W Hiszpanii umocnił w sobie przekonanie, któremu był wierny całe życie, że futbol winien być widowiskiem.

 

Barcelonę opuścił zwolniony przez prezesa Jose Luisa Nuneza. Mimo przykrego rozstania, a nawet procesu o zniesławienie wytoczonego szefowi, był nazywany przez hiszpańską prasę "Zbawicielem", ratującym kluby w kłopotach...

 

Mimo że nie był mistrzem świata, ani "pomnikowym" idolem, Królewski Holenderski Związek Piłkarski przyznał mu, w 1989 r., tytuł Piłkarza Stulecia Europy. Nazywano go też piłkarzem Roku 2000, tak bardzo wyprzedził swą epokę. W 50-lecie urodzin, na stadionie Ajaxu, gdzie zaczynał karierę, odsłonięto jego portret, a minister kultury Aad Nuis opublikował odę na jego cześć w jednym z czasopism piłkarskich.

 

W ślady słynnego ojca poszedł syn, Jordi. Długo wahał się, czy zostać reprezentantem Hiszpanii, gdzie się urodził, czy Holandii. Wreszcie zdecydował się na grę w zespole "Pomarańczowych", wystąpił m.in. w mistrzostwach Europy w 1996 roku.

 

U Cruyffa-seniora nikotynowy nałóg dał znać o sobie w październiku ubiegłego roku. Wtedy zdiagnozowano u niego nowotwór płuc, a przynajmniej sprawa ujrzała światło dzienne. W lutym mówiąc o swoim leczeniu ocenił, że "po pierwszej połowie prowadzi 2:0 i jest pewny, że wygra ten mecz". 24 marca okazało się, że ten pojedynek będzie miał innego zwycięzcę.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze