Wdowczyk: Nie jestem żadnym czarodziejem czy cudotwórcą!

Piłka nożna
Wdowczyk: Nie jestem żadnym czarodziejem czy cudotwórcą!
fot.Cyfrasport

Jestem trenerem piłkarskim, a nie żadnym czarodziejem czy cudotwórcą. Swoim przyjściem sprawiłem, że zadziałał tzw. efekt nowej miotły. Każda zmiana musi dać pewien pozytywny impuls. Jednak nie chcę wytykać błędów moim poprzednikom. Nie w mojej gestii leży ocenianie pracy innych szkoleniowców. Pomyłki niewątpliwie były i dlatego trafiłem na Reymonta - mówi w rozmowie z Polsatsport.pl trener Wisły Kraków Dariusz Wdowczyk.

Adrian Janiuk: Od kiedy posiada Pan czarodziejską różdżkę? Odkąd objął Pan Wisłę Kraków, ta drużyna została odmieniona o 180 stopni.

 

Dariusz Wdowczyk: Nie posiadam i nigdy nie byłem w posiadaniu takiego nazwijmy to przyrządu (śmiech). Nie jestem żadnym czarodziejem czy cudotwórcą. Jestem trenerem piłkarskim i swoim przyjściem sprawiłem, że zadziałał tzw. efekt nowej miotły. Każda zmiana musi dać pewien pozytywny impuls. W dwóch meczach zdobyliśmy sześć punktów i strzeliliśmy aż dziewięć goli. Jestem dumny z moich piłkarzy i bardzo się cieszę, że tak rozpoczęliśmy naszą współpracę. Jednak mam świadomość, że to dopiero początek drogi. Mecze z Termalicą i Jagiellonią to już historia. Teraz skupiamy się na kolejnych wyzwaniach.

 

Zastał Pan „Białą Gwiazdę” na przedostatnim miejscu w tabeli, ale po dwóch zwycięstwach sytuacja się zmieniła. Wisła wciąż liczy się w walce o pierwszą ósemkę. Potencjał ludzki niewątpliwie wskazuje, że Pana drużyna powinna być w górnej części tabeli.

 

Bez wątpienia! Wisła ma potencjał na dużo wyższe miejsce w lidze. Jednak jej sytuacja w tym sezonie mocno się skomplikowała, dlatego też trafiłem do Krakowa. Mam swoją misję do zrealizowania i na tym się skupiam. Od początku nie dopuszczałem do siebie możliwości spadku. Jeszcze przed chwilą byliśmy na 15. miejscu, ale wciąż mamy niedużą przewagę nad strefą spadkową. Różnice punktowe są niewielkie, a po podziale będą jeszcze mniejsze. Jedna porażka może wiele zmienić. Oczywiście po dwóch wygranych nasza sytuacja jest o wiele bardziej korzystana. Jednak nie wszystko zależy od nas. Mamy przed sobą dwa mecze i zrobimy wszystko, żeby kontynuować zwycięski marsz.

 

W czym tkwił problem Wisły Kraków? Wspomniał Pan, że krakowskim piłkarzom brakowało pewności siebie, ale chyba nie było to jedyne zmartwienie.

 

Nie chcę wytykać błędów moim poprzednikom. Nie w mojej gestii leży ocenianie pracy innych szkoleniowców. Pomyłki niewątpliwie były, a efektem tego są zmiany na stanowisku trenera. Naprawdę nie zajmuję sobie głowy tym co było. W kategoriach kolejnej przeszkody rozpatruję tylko najbliższego przeciwnika, czyli w tym przypadku Ruch Chorzów. Każde zwycięstwo podbudowuje nas psychicznie przed walką po podziale punktów. Jestem zbudowany obecną sytuacją w drużynie. Zrobię wszystko, żeby nastroje były jeszcze lepsze.

 

Kto, odegrał kluczową rolę w odblokowaniu Wisły? Zgodzi się Pan, że był to Paweł Brożek, który po wielu miesiącach na dobre się przełamał?

 

Paweł bez dwóch zdań zrobił wiele dla nas w tych dwóch meczach. Nie tylko strzelił trzy gole, ale również był liderem z prawdziwego zdarzenia. Brał ciężar gry na swoje braki. Do tego po dwie bramki dołożyli Rafałowie - Wolski i Boguski. Piękną bramkę z Jagiellonią zdobył Maciej Sadlok. To pokazuje, że ciężar strzelania goli nie spoczywa tylko na napastnikach, ale również na pomocnikach czy nawet obrońcy. Oczywiście, że każdy ma swoją rolę na boisku. Jednak dla mnie czymś naturalnym jest, że każdy bierze odpowiedzialność na siebie. Do tego w piłce, jak w życiu potrzebne jest szczęście. My mieliśmy je z Termalicą, jak i również z Jagiellonią, ale szczęściu trzeba pomóc. Chwała moim podopiecznym za to, że potrafili prowadzić grę, byli cierpliwi w rozgrywaniu akcji, a pod bramką rywali wykazali się skutecznością. Dziewięć goli strzelonych w dwóch meczach musi budzić respekt.

 

Przerwa reprezentacyjna dobrze podziała na Pana zespół?

 

To się dopiero okaże, ale cieszę się, że mogłem dłużej na spokojnie popracować z zespołem. Trenowaliśmy na pełnych obrotach, żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas. Mieliśmy po dwa treningi dziennie. Dużą wartością jest również fakt, że poznaliśmy się bliżej.

 

Zwycięstwo z Jagiellonią smakowało wyjątkowo? Był to Pana pierwszy mecz w roli szkoleniowca Wisły przed krakowską publicznością.

 

Debiut na Reymonta był szczególnym momentem. Krakowska publika jest bardzo wymagająca, dlatego tym bardziej jestem usatysfakcjonowany, że zdołaliśmy wygrać bardzo wysoko. Kibice zobaczyli festiwal strzelecki w naszym wykonaniu. Szkoda, że nie udało się zachować czystego konta, ale mam nadzieję, że na to przyjdzie czas w najbliższym meczu.

 

Zwycięstwo nad Jagiellonią Białystok rozpatruje Pan w kategoriach rewanżu za porażkę 0:5 jeszcze za czasów Pogoni Szczecin? Właśnie po tamtym meczu został Pan zwolniony ze stanowiska trenera „Portowców”.

 

To wy dziennikarze macie tendencję do tego, aby mówić o zemstach czy odwetach. We mnie absolutnie nic takiego przed meczem z Jagiellonią nie tkwiło. Po prostu cieszyłem się ze zwycięstwa i tyle.

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze