Przemek Garczarczyk: Mike, ponownie jesteś z znajomym otoczeniu – na treningu pięściarskim. Ale pracujesz po 50-60 godzin tygodniowo, czyszcząc zbiorniki wodne na wieżowcach Chicago. Jak to można pogodzić?

Mike Mollo: Można. Wczoraj pracowałem 14 godzin, wrócilem do domu i przebiegłem parę mil. Ten sport nie wybacza. Muszę dbać o ogólne przygotowanie fizyczne, kondycję. Być może nie będzie aż tylu sparingów jakbym sobie tego życzył, ale zawodowo  walczę od szesnastu lat, więc dam sobie radę. Miałem znakomity obóz przed Zimnochem, kiedy przesparowałem kilkaset rund. Trochę biegania, trochę robienia siły – choć moja praca już mi to mi daje - i będę gotowy do walki na Ukrainie.

Gotowy do walki oznacza, że szykuje się pojedynek o WBC International z Andrijem Rudenko, 6 maja w Odessie. Szykuje się, bo kontraktu jeszcze nie podpisałeś. To boks – do końca nic na pewno nie wiadomo.
 
Jasne – nic nie jest na 100 procent, dopóki nie zabrzmi pierwszy gong. Miałem takie pojedynki, gdzie walki odwoływano dzień przed wyjściem na ring – albo nawet w dniu walki!

Walka z Krzysztofem Zimnochem – trwała tylko jedną rundę, ale czy dlatego zgodziłeś się na pojedynek z Rudenko, że miałeś po trzyletniej przerwie już jedną walkę, jeden obóz za pasem? Ale Rudenko i Zimnoch pięściarsko nie mają ze sobą nic wspólnego.

Zimnoch dał mi przetarcie, ale między nimi nie ma nic wspólnego. Rudenko walczy jak ja. Bije się. Będzie sporo fajerwerków, jak się uda załatwić wszystkie formalności związane z walką. Rudenko idzie prosto na ciebie, chce się bić...

...Co uwielbiasz...

Ja to kocham! Uwielbiam facetów, którzy do mnie podchodzą i chcą się okładać pięściami. Nie znoszę tych, którzy zadają cios i uciekają. Chcesz ze mną walczyć twarzą w twarz? Będzie krótki wieczór. Tak, jak przed Zimnochem – zapowiada się na krótką walkę. Albo on, albo ja. Wygląda na takiego, który lubi takie walki. Ja też. Wiem, kim jestem.