Surma: Będę grał do czterdziestki!

Piłka nożna
Surma: Będę grał do czterdziestki!
fot. Cyfrasport

"Czuję się związany z Ruchem, dlatego jest to dobre miejsce, aby właśnie tutaj zakończyć długą przygodę z piłką. Jednak jeśli nie będzie takiej możliwości to będę otwarty na propozycje. Nadal chcę grać w piłkę i po sezonie okaże się, czy pozostanę w Chorzowie czy zmienię otoczenie" - mówi w rozmowie z Polsatsport.pl pomocnik "Niebieskich" Łukasz Surma.

Adrian Janiuk: Gdyby Ruch Chorzów nie znalazł się w grupie mistrzowskiej, to wiązałoby się to z ogromnym niedosytem? „Niebiescy” mogą pochwalić się ciekawym zespołem, który jest odpowiednio zbilansowany. Trener Waldemar Fornalik stawia na doświadczonych piłkarzy, takich jak Pan, ale nie zapomniał również o zdolnej młodzieży.

 

Łukasz Surma: Bez dwóch zdań, czulibyśmy ogromne rozczarowanie, gdyby po meczu w Gdańsku okazało się, że zabraknie dla nas miejsca w czołowej ósemce. Ten sezon pokazuje, że mimo ubytków kadrowych nie musimy bronić się przed spadkiem, tylko walczymy o coś więcej. Przez wielu byliśmy skazywani na walkę o utrzymanie, a my tymczasem praktycznie przez cały sezon jesteśmy w górnej części tabeli. Trzeba pamiętać, że nasza Ekstraklasa jest bardzo wyrównana, dlatego często szczegóły decydują o tym, które miejsce zajmie dana drużyna. Jestem zbudowany obserwując chorzowską młodzież, bo Ruch naprawdę ma się czym szczycić. Mariusz Stępiński, Kamil Mazek, Patryk Lipski czy Michał Koj już teraz są wyróżniającymi się postaciami na naszym podwórku.

 

Właśnie teraz przed podziałem punktów widać jak ważny jest punkt, który Ruchowi odebrano.

 

Ten punkt byłby w zasadzie bezcenny, bo już teraz pozwoliłby nam spać spokojnie. Mielibyśmy zapewnioną grę w grupie mistrzowskiej. W meczu z Wisłą Kraków byliśmy bliscy wywalczenia tego brakującego „oczka”, ale niestety nie udało się. Jednak nie ma co rozpamiętywać, bo wierzę, że jeszcze wszystko jest przed nami. Wisłę, Górnika Zabrze oraz naszego najbliższego rywala - Lechię Gdańsk spotkał taki sam los. Im również odebrano punkt.

 

Przegrany 2:3 mecz z Wisłą Kraków był prawdziwym dreszczowcem bez happy endu dla Pana drużyny. Nie pomyślał Pan po meczu, że może ktoś inny powinien podejść do rzutu karnego w doliczonym czasie gry, a nie młody Patryk Lipski?

 

Przeszło mi to przez myśl. Byłem na boisku, był również Maciek Iwański czy Rafał Grodzicki. Jednak po Patryku było widać, że czuł się pewnie. Energicznie podszedł do piłki i wziął odpowiedzialność na swoje braki. Zachował się zupełnie inaczej niż w Szczecinie kiedy nie był do końca przekonany, czy to on powinien wykonywać jedenastkę. Wtedy udało mu się pokonać bramkarza „Portowców” i dlatego wziąłem to za dobry omen.

 

Potyczkę z „Białą Gwiazdą” traktował Pan w szczególny sposób? Jest Pan wychowankiem krakowskiego klubu, więc sentyment do Wisły na pewno pozostał.

 

Sentyment jak najbardziej jest do Wisły, ale przyznam, że szczególne emocje się we mnie nie wyzwoliły z tego powodu. Rozegrałem w swojej karierze już tyle spotkań, że nie podchodzę do takiego meczu w szczególny sposób. Batalię z Wiślakami potraktowałem w zasadzie jak każdą inną. Pierwsze mecze przeciwko Wiśle traktowałem wyjątkowo, ale teraz z racji tego, że już dawno opuściłem mój macierzysty klub emocje nie są już takie jak kiedyś.

 

Zbliżający się mecz z Lechią Gdańsk traktuje Pan w takich samych kategoriach? W gdańskim klubie grał Pan przed blisko pół dekady.

 

Z Lechią jest inaczej z tego względu, że grałem w niej stosunkowo niedawno. Wisłę opuściłem 20 lat temu, a w piłce to niemalże wieczność. Cieszę się na myśl powrotu do Gdańska. Nie ukrywam, że jest to dla mnie szczególne miejsce. Mnie i mojej rodzinie świetnie mieszkało się na Pomorzu. Fajnie będzie znowu móc wystąpić przed gdańską publicznością. Mecz z Lechią będzie dla mnie szczególny, ale muszę zapomnieć o tym w momencie wyjścia na murawę PGE Areny.

 

Pana zespół jest w nieco lepszej sytuacji niż Lechia. Ruchowi wystarczy remis do pozostania w grupie mistrzowskiej, a gdańszczanom niekoniecznie.

 

Tylko pozornie jesteśmy w nieco lepszej sytuacji. Gramy na wyjeździe, a gra na remis wiemy jak może się skończyć. Nastawiamy się na bardzo ciężki mecz i choć nie jesteśmy faworytem, to mamy swój plan.

 

Z końcem czerwca wygasa Pana kontrakt z Ruchem. Wie Pan już, co będzie dalej?

 

Myślałem, że będzie to mój ostatni sezon w profesjonalnej piłce, ale chyba tak się nie stanie (śmiech). Zdrowie nadal dopisuje, dlatego szkoda byłoby kończyć ze sportem. Wciąż czuję się na siłach, żeby występować na najwyższym poziomie. Jeżeli na koniec sezonu wszystko będzie układało się tak jak obecnie, to z pewnością będę kontynuował karierę.

 

Mimo blisko 39 lat na karku nie opuścił Pan żadnego meczu ligowego w tym sezonie. To pokazuje, że piłkarze starej daty są odporniejsi na kontuzje.

 

I oby tak zostało. Mnie na szczęście kontuzje omijały przez całą karierę. Każdy mecz mnie napędza i cały czas czerpię ogromną satysfakcję z gry w piłkę. Póki co nie wyobrażam sobie życia bez futbolu.

 

Ma Pan na koncie ponad pół tysiąca meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.  Poprzedniego rekordzistę Marka Chojnackiego pozostawił Pan daleko w tyle.

 

Sam jestem zdziwiony, że już tyle spotkań za mną. Nazbierało się przez ponad 20 lat gry. W każdym sezonie rozegrałem minimum ponad 20 meczów w lidze. Na taki dorobek wpływ miał przede wszystkim fakt, że nigdy nie miałem poważniejszej kontuzji.

 

Zakończy Pan karierę w Ruchu Chorzów?

 

Nie wiem, czy chorzowianie będę chcieli zaproponować mi nowy kontrakt. Póki co nie wiem do końca na czym stoję, dlatego trzeba myśleć o teraźniejszości. Czuję się związany z Ruchem i jest to dobre miejsce, aby właśnie tutaj zakończyć długą przygodę z piłką. Jednak jeśli nie będzie takiej możliwości to będę otwarty na propozycje. Chcę grać w piłkę i po sezonie okaże się, czy pozostanę w Ruchu czy zmienię otoczenie.

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze