Sobotnia wygrana w mieście Elvisa Presleya nie przyszła łatwo podopiecznym trenera Steve'a Kerra. Na sześć minut przed końcem spotkania przegrywali różnicą dziesięciu punktów (80:90). Do zwycięstwa poprowadził ich Draymond Green, który znakomicie bronił, uzyskał najwięcej w zespole 23 pkt, 11 zbiórek i trzy bloki, a na minutę przed syreną skuteczną dobitką zdobył punkty decydujące o wygranej. Potem żadna z drużyn nie powiększyła już swego dorobku.

 

"Draymond jest najbardziej zmotywowanym graczem drużyny w kwestii rekordu, najczęściej o nim mówi" - zaznaczył po meczu trener Warriors, który grał w zespole Bulls ustanawiającym 20 lat to osiągnięcie. Klay Thompson zdobył dla "Wojowników" 20 pkt, a Stephen Curry dodał 17, dziewięć zbiórek i osiem asyst. Wśród pokonanych wyróżnili się Matt Barnes - 24 pkt i 15 zb. i 39-letni weteran Vince Carter - 15.

 

Warriors do końca sezonu czekają jeszcze dwa mecze - z San Antonio Spurs na wyjeździe w nocy z niedzieli na poniedziałek i ponownie z Grizzlies w środę we własnej hali. Spotkanie z ekipą z Teksasu, drugą siłą w NBA, zapowiada się jako hit sezonu zasadniczego. Wiele wskazuje, że oba zespoły zmierzą się w fazie play off w finale Konferencji Zachodniej.

 

Drużyna trenera Gregga Popovicha też przeżywa swój rekordowy okres w lidze (ma bilans 65-14), a na własnym parkiecie jest niepokonana od marca ub. roku. Jeśli wygra w niedzielę, zostanie pierwszym zespołem w historii niepokonanym u siebie w całym sezonie regularnym.

 

Powodem do obaw dla jej rywali z Oakland jest także to, że w sezonie zasadniczym nie wygrali w San Antonio od... 1997 roku. Poprzednia, marcowa konfrontacja tych zespołów w AT&T Center zakończyła się zwycięstwem gospodarzy 97:79. - To będzie dla nas bardzo trudny mecz. Musimy grać inteligentnie. Spurs to znakomita ekipa, o czym świadczy jej bilans na własnym parkiecie - przyznał Curry, najlepszy gracz sezonu 2014/15 i najlepszy strzelec bieżących rozgrywek.

 

Najciekawszym wydarzeniem sobotnich spotkań w Konferencji Wschodniej było zwycięstwo walczących o awans do play off Chicago Bulls nad jej liderem Cleveland Cavaliers 105:102. LeBron James zdobył dla pokonanych 33 pkt, J.R. Smith dodał 24, a Kevin Love 20 i 13 zb., ale nie wystarczyło to na bardziej zespołowo grających gospodarzy, wśród których wyróżnili się Jimmy Butler - 21, brazylijski rezerwowy Cristiano Felicio - 16 oraz reprezentanci Hiszpanii Nikola Mirotic - 13 i Pau Gasol - 11, 12 zb.

 

Żeby awansować do play off "Byki" (40-40) muszą wygrać dwa ostatnie mecze w lidze, przy równoczesnych trzech porażkach zajmujących ósmą lokatę Indiana Pacers (42-37). Scenariusz trudny do spełnienia. W niedzielę ci ostatni podejmują przedostatni zespół konferencji Brooklyn Nets. W przypadku wygranej gospodarzy, zespół z Chicago nie wystąpi wśród najlepszych 16 zespołów ligi pierwszy raz od 2008 roku.

 

W Sacramento koszykarze Kings pożegnali się z halą Sleep Train Arena, w której wystąpowali przez 28 lat, zwycięstwem nad Oklahoma City Thunder 114:112. Od nowego sezonu drużyna przeprowadza się do Golden 1 Center, wybudowanego na przedmieściach miasta kosztem 519 mln dolarów.

 

Rudy Gay zdobył dla gospodarzy 24 pkt, w tym dwa wolne dające wygraną na sekundę przed końcową syreną, a najlepszym strzelcem zespołu był Darren Collison - 27. W ekipie "Grzmotów" tradycyjnie wyróżnili się Kevin Durant - 31 pkt i Russell Westbrook 24 i 10 asyst. Ten pierwszy w 63. spotkaniu z rzędu zanotował minimum 20 pkt. Tym samym wyrównał rekord długości takiej serii, należacy do Kobego Bryanta.