Maciej Turski: Miałaś obawy przed przyjęciem propozycji udziału w programie "The Ultimate Fighter"? Czasu na odpoczynek po walce z Valerie Letorneau nie miałaś zbyt wiele.

Joanna Jędrzejczyk: Pomysł UFC od razu mi się spodobał i nie musiałam się zbyt długo nad tym zastanawiać. Oferta udziału w TUF-ie to przecież ogromne wyróżnienie. Na kontraktach w organizacji znajduje się ponad pięciuset zawodników, a do roli trenerki wybrano właśnie mnie. Po operacji ręki i tak czekała mnie przerwa w treningach, więc siłą rzeczy nie mogłam spędzać na sali treningowej tyle czasu, ile bym chciała.

Rodzina nie miała Tobie tego za złe? W domu w ostatnim czasie bywałaś bardzo rzadko. Poza okresami przygotowawczymi i treningami są również spotkania promocyjne oraz wiele zobowiązań sponsorskich.


Faktycznie jest tego naprawdę sporo... Na szczęście rodzina cieszy się moim szczęściem i sprawia im radość, jeśli się realizuję. Zdają sobie sprawę, że muszę wykorzystać swój moment i są ze mnie zwyczajnie dumni. Jestem im bardzo wdzięczna za okazane wsparcie.

Niektórzy trenerzy w programie podchodzą do swoich obowiązków niezwykle skrupulatnie, a inni, jak np. Conor McGregor, wspierali swoich podopiecznych sporadycznie i skupiali się przede wszystkim na ich motywowaniu. Jakim typem trenera byłaś w TUF-ie?

Zawód trenera to naprawdę odpowiedzialne zajęcie, a my w programie mieliśmy dodatkowe utrudnienie. Zawodników wybieraliśmy na podstawie nagrań wideo, pojedynczych treningów. Niezwykle trudno zmienić kogoś na przestrzeni kilku dni. Od początku założyłam, że swoim podopiecznym oddam się w całości i będę ich wspierała na dobre i na złe.

Jakich szkoleniowców zdecydowałaś się zaprosić do programu? Byli to również trenerzy z Berkut Arrachion Olsztyn?

Ufam swoim trenerom i ich umiejętnościom. Niemalże na każdy dzień staraliśmy się układać konkretny zestaw zajęć. Przez pierwsze trzy tygodnie towarzyszył mi Szymon Bońkowski, a później pojawił się także Paweł Derlacz. Zastanawiam się jak to będzie wyglądało w telewizji. Mogą mnie pokazać jako trenerkę bardzo surową albo przyjaciółkę zawodników, ale ja wiem, że dałam z siebie wszystko!

Na liście uczestników TUF-a pojawiła się m.in. Kate Jackson, z którą miałaś okazję mierzyć się na Warmia Heroes w 2013 roku. Jak wyglądało Wasze przywitanie? Rozpoznałaś ją?


Oczywiście, że ją poznałam! Co najśmieszniejsze to ona na początek nie była zbyt zainteresowana rozmową. Na szczęście później nasze stosunki nieco się ociepliły. Mijałyśmy się w gymie i wymieniłyśmy ze sobą kilka zdań. Zawsze staram się podchodzić z szacunkiem do wszystkich swoich rywalek, a przecież po walce nie ma żadnej złości.

Jak ocenisz poziom dziewczyn, które wystąpiły w programie? Pojawiły się jakieś "perełki"?

 

Kategoria słomkowa przerosła już kobiecą dywizję kogucią. Dziewczyny w programie prezentowały naprawdę wysoki poziom, a niektóre z nich w niedalekiej przyszłości mogą znaleźć się w czołówce rankingów.

Poza drużyną kobiet w kategorii słomkowej prowadziłaś również męską drużynę w kategorii półciężkiej. Nie było problemu z okiełznaniem panów?

Przychodząc do programu wszyscy zdawali sobie sprawę, kto będzie trenerem. Spotkałam się naprawdę z miłą aprobatą i ogromnym szacunkiem. Panowie doceniali moje osiągnięcia i z wielkim zainteresowaniem czerpali wiedzę ode mnie oraz moich trenerów.