Lutowy pojedynek z Pogonią w Gliwicach, jeszcze w zasadniczej części sezonu, rozegrany w trudnych, zimowych warunkach skończył się bezbramkowym remisem. - Pogoda się poprawia, śniegu nie będzie, ale... mecz łatwiejszy przez to też nie będzie. Pogoń przyjedzie walczyć o punkty, o miejsce w europejskich pucharach. Potrzebna będzie maksymalna koncentracja – dodał Czech.

 

Przyznał, że finałowa część rozgrywek jest trudna dla trenerów. - W Polsce jest taka liga, że można przez 30 kolejek grać dobrze, a potem w końcówce stracić wszystko. To powód do stresu. Siedzę całymi dniami nad analizą gry, pracy jest tyle, że brakuje czasu, by się wyspać. Kiedy się to wszystko skończy, pikę schowam chyba do worka – śmiał się szkoleniowiec gliwiczan.

 

Po meczu z Lechią Gdańsk (3:0) u siebie dał swoim podopiecznym dwa dni wolnego. Drugi mecz z powodu czerwonej kartki pauzował będzie lider linii pomocy Kamil Vacek, zastąpiony ostatnio udanie przez Martina Bukatę. Piast w przypadku wygranej zrówna się z punktami z liderującą Legią, z która zmierzy się za tydzień w Warszawie.

 

Latal podkreślił, że nie zajmuje się grą stołecznego zespołu. - Oglądałem wczoraj dwa mecze Pogoni, kiedy ktoś zadzwonił z informacją o porażce Legii w Lubinie. A co mnie to obchodzi? To jej problem. My swoje zrobiliśmy, jesteśmy w czołówce, w niedzielę mamy mecz z Pogonią – zaznaczył.

 

Bohaterem meczu z Lechią był bramkarz Piasta Jakub Szmatuła. Obronił rzut karny Sebastiana Mili przy stanie 1:0. - Miałem więcej szczęścia od niego. Analizujemy rywali pod kątem potencjalnych rzutów karnych. Ale zawsze może podejść ktoś inny albo zmienić sposób wykonania. To też kwestia intuicji bramkarza. No i presja na strzelcu jest większa – powiedział Szmatuła.

 

Też podkreślił, że o pojedynku w stolicy stara się jeszcze nie myśleć. - Na razie mamy w głowie Pogoń. Po tym spotkaniu będziemy mądrzejsi. Ważne, że różnica nie jest duża, że cały czas jesteśmy na pudle, a nasza forma jest równa. I jesteśmy pełni optymizmu – uważa bramkarz gliwiczan.