Leicester City w poniedziałkowy wieczór miało szansę zostać mistrzem Anglii... przed ekranami telewizorów. Tottenham miał zadbać jednak o to, żeby sensacyjny lider o historyczne trofeum powalczyć musiał na boisku. Warunek byłby niezmienny: jedno zwycięstwo w dwóch ostatnich spotkaniach (Everton, Chelsea). Pierwsza połowa zapowiadała taki właśnie scenariusz, czyli przedłużenie wyścigu o mistrzostwo.

Eden Hazard przyznawał, że wraz z kolegami zrobi wszystko, żeby nie dopuścić rywala zza miedzy do odebrania złotych medali za ligowy triumf, jednak zespół Mauricio Pochettino po raz kolejny długo udowadniał, że w Londynie to on rozdaje karty. Długo, bo wcale nie do końca, a Belg dotrzymał słowa. Wszystko bowiem układało się pod Tottenham tylko do pewnego momentu.

Goście na dwubramkowe prowadzenie wyszli jeszcze przed przerwą. Chelsea grała poprawnie i posiadała inicjatywę, jednak to nie przełożyło się na stuprocentowe sytuacje. Kapitalna kombinacja Sona Heung-Mina, Erika Lameli i Harry'ego Kane'a wyprowadziła lidera klasyfikacji strzelców na czystą pozycję, zaś "Hurrikane" minął bezradnego Begovicia i dobił piłkę do pustej bramki. Defensorzy wciąż aktualnego mistrza Anglii protestowali sugerując sędziom ofsajd, jednak ci słusznie pozostali niewzruszeni.

Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył Son, którego na czystą pozycję po stracie gospodarzy wyprowadził Christian Eriksen. Koreańczyk zachował zimną krew w sytuacji sam na sam. Chelsea na boisku wyglądała naprawdę nieźle, jednak na dowód w postaci bramek musieliśmy poczekać do drugiej połowy. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Williana instynkt snajpera w tłoku zaprezentował stoper, Gary Cahill.

Wyrównane spotkanie zakładało każdy możliwy scenariusz, jednak Chelsea dopięła swego i wyszarpała rywalowi dwa punkty. Na boisku pojawił się Hazard i rozruszał ofensywę The Blues do tego stopnia, że w 83. minucie zakończył dwójkową kombinację z Diego Costą fantastycznym finiszem w samo okienko. Pochettino i jego podopieczni stanęli jak wryci, a boiskowa frustracja przekładała się na kolejne bezsensowne faule.

W zespole Kogutów coś pękło, a Chelsea dotrzymała słowa i wyszarpała rywalom ostatnią iskierkę nadziei na mistrzostwo. To własnie postawa The Blues miała zdecydować o tym, kto zdobędzie tytuł: mecze z oboma pretendentami w ostatnich trzech kolejkach miały dać odpowiedź, kto zasługuje na odebranie Chelsea mistrzostwa Anglii. Teraz możliwość jest już tylko jedna, zaś eksplozja radości Claudio Ranieriego (byłego menedżera The Blues) i jego zespołu była z pewnością nie do opisania.

 

Bajkowy scenariusz właśnie się dopełnił. Leicester City mistrzem Anglii! A częścią tej pięknej historii jest Marcin Wasilewski, który co prawda nie był istotnym elementem układanki w zespole Lisów, jednak w pełni zasłużył na tytuł mistrza Anglii.

 

Chelsea - Tottenham 2:2 (0:2)

Bramki: Cahill 58, Hazard 83 - Kane 35, Son 44.

Chelsea: Begovic - Ivanovic, Cahill, Terry, Azpilicueta - Mikel, Matic (78 Oscar) - Willian, Fabregas, Pedro (46 Hazard) - Diego Costa.

Tottenham: Lloris - Walker, Alderweireld (90+1 Chadli), Vertonghen, Rose (82 Davies) - Dier, Dembele - Son (65 Mason), Eriksen, Lamela - Kane.

Żółte kartki: Willian, Ivanovic, Mikel - Walker, Vertonghen, Rose, Lamela, Eriksen, Dier, Kane, Dembele, Mason.