Leicester City toczyło walkę z Tottenhamem o sensacyjne mistrzostwo Anglii. W lepszym położeniu byli ci pierwsi, lecz nie oznaczało to, że "Koguty" - grające być może najładniej w całej angielskiej stawce - odpuszczą.

Tottenham nie przegrywał, ale dość regularnie remisował, co mogło być przeszkodą w dogonieniu rywali. Mimo to dwa efektowne zwycięstwa - najpierw 3:0 z Manchesterem United oraz 4:0 ze Stoke City - mogły wlać mnóstwo nadziei w serca fanów "Kogutów". Najlepszy napastnik drużyny Harry Kane postanowił więc wysłać sygnał piłkarzom Leicester City, że walka się jeszcze nie zakończyła. Opublikował takie oto zdjęcie:

 


Niby nic dziwnego, ale przekaz oczywisty: Tottenham chce złapać "Lisy". Jak się jednak okazało remis z West Bromwich Albion kosztował londyńczyków bardzo dużo. Przed meczem z Chelsea wiedzieli, że nie mogą się już potknąć. Sama wiedza jednak nie wystarczyła, bo "The Blues" byli bardzo zmotywowani i mimo iż przegrywali 0:2, zdołali wyrwać cenne punkty i pokrzyżować plany Tottenhamowi.

Piłkarze Leicester nie musieli nawet nic robić. Po prostu czekali w domu Jamie'ego Vardy'ego - który to był gospodarzem poniedziałkowego "zebrania" - i oglądali kluczowe spotkanie. Po końcowym gwizdku wszyscy oszaleli, czego efektem są liczne filmy, jakie pojawiły się w sieci. To chyba to najsłynniejsze:


O krok dalej poszedł jednak Vardy, który doskonale pamiętał o wpisie Kane'a. Napastnik Leicester nie silił się więc na analizę sezonu, po prostu wstawił coś takiego...

To oczywiście scena z filmu "Król Lew". Trzeba przyznać, że ma Vardy poczucie humoru!