To nie był łatwy sezon dla Białkowskiego. Choć zaczynał jako bramkarz numer jeden, to później przeżył tragedię - zmarł mu tata, więc co zrozumiałe udał się na jego pogrzeb. Po powrocie do klubu trafił na ławkę rezerwową, gdyż trener wolał postawić na Węgra Deana Gerkena. Od piątej do dwudziestej ósmej kolejki nie rozegrał żadnego meczu, lecz później znowu wrócił do składu.

Rozegrał 16 spotkań z rzędu i wyglądał co najmniej nieźle - zachował nawet sześć czystych kont. Ostatecznie to jednak jego węgierski konkurent miał na koncie więcej meczów, więc nagroda dla Polaka może smakować jeszcze lepiej. Jak widać w Anglii nie chodzi o ilość, tylko o jakość.

Ipswich Town na jedną kolejkę przed końcem sezonu zajmuje ósme miejsce w lidze i nie ma szans na awans do barażów. Czy to może oznaczać odejście Polaka z klubu? Na pewno ma ambicje, by walczyć o nieco wyższe cele.