Vive skazane na mistrzostwo? Apelacja Wisły od wyroku

Piłka ręczna
Vive skazane na mistrzostwo? Apelacja Wisły od wyroku
fot. Łukasz Grochala / Cyfrasport
W marcu udało się Wiśle zatrzymać Vive. Jak będzie teraz?

Faworytem finału Superligi jest Vive Tauron Kielce. Oryginalność tego stwierdzenia jest odwrotnie proporcjonalna do jego prawdziwości. Przed rozpoczęciem kolejnej bitwy Świętej Wojny postanowiliśmy uciec od banału i zaproponować scenariusz alternatywny. Oto sześć powodów, dla których mistrzem może zostać Orlen Wisła Płock.

Walka o tytuł mistrza Polski rozpoczyna się w sobotę o 18.00. Pierwszy mecz finału Vive - Wisła (i wszystkie kolejne też) pokażemy w Polsacie Sport. A żeby jeszcze podgrzać atmosferę przed starciami wielkich rywali przedstawiamy listę powodów, dla których tegoroczny finał wcale nie musi zakończyć się zwycięstwem faworyta. A przynajmniej takich, dla których ten finał powinien być naprawdę bardzo ciekawy.

KONTUZJE

Oczywiście w Orlen Wiśle też nie brakuje problemów zdrowotnych. Na pewno nie zagrają w Hali Legionów Bartosz Konitz, Marco Oneto i Mateusz Piechowski. Ale więcej ważą jednak nieobecności w ekipie mistrzów Polski. Kontuzje Jurkiewicza i Tkaczyka sprawiają, że na środku rozegrania dla Urosa Zormana nie ma właściwie realnej alternatywy. Uraz Bunticia powoduje z kolei, że na prawym rozegraniu Vive ma dwóch zawodników znakomitych, ale jednocześnie o dość wątłym zdrowiu: Krzysztofa Lijewskiego i Pawła Paczkowskiego. Pod bardzo dużym znakiem zapytania stoi też występ Karola Bieleckiego.

Bielecki - Jurkiewicz/Tkaczyk - Buntić. To druga linia, z którą śmiało można szturmować Ligę Mistrzów. Nawet tak mocny zespół jak Vive Tauron zwyczajnie MUSI odczuć brak postaci takiego formatu.

PRIORYTETY

Dla Orlen Wisły nie ma tym sezonie ważniejszej sprawy niż rywalizacja z Vive. Odzyskanie mistrzostwa po pięciu latach - to cel numer jeden Nafciarzy. Jasne, Vive też celuje w tytuł, ale chyba jeszcze bardziej w finał Champions League. W Kielcach wszyscy mają nadzieję, że za trzecim podejściem uda się przebić półfinałowy mur. Czy zbliżająca się wielkimi krokami rywalizacja w Kolonii z Paris Saint Germain utrudni pełną koncentrację przed meczami z Wisłą? Chyba nie, chociaż...

GŁÓD SUKCESU

Banał? Być może. Jeśli przypomnieć sobie jednak ostatnie starcie obu ekip w Orlen Arenie, to w oczach gospodarzy widać było ogień, w oczach gości - delikatne płomyki. Jasne to był mecz bez wielkiej stawki, tylko najwyraźniej nikt nie powiedział o tym płocczanom. Kto wie, czy i w finale imponująco utytułowani mistrzowie Polski nie okażą się syci, a pretendenci z Płocka głodni jak wilki.

ZMĘCZENIE

Patrząc na terminarz obu zespołów bardzo powierzchownie, można stwierdzić, że Wisła i Vive miały w ostatnim czasie porównywalnie dużo pracy. Ale to oczywiście nieprawda. Płocczanie w kwietniu rozegrali pięć spotkań, z których dwa - z Zagłębiem w Pucharze Polski - przybrały formę umiarkowanie intensywnego treningu. Kielczanie w poprzednim miesiącu na parkiet wychodzili sześciokrotnie. Niby tylko raz więcej, ale w tych sześciu spotkaniach kryją się dwa heroiczne boje z Flensburgiem. Nie ma zatem wątpliwości, że to podopieczni Dujszebajewa dostali w ostatnich tygodniach mocniej w kość.

A przecież gdyby porównać obciążenia z całego sezonu, to znów mamy zauważalną nierównowagę. Weźmy choćby styczeń. W Kielcach z radością przyjęto obecność aż czterech zawodników Vive w drużynie gwiazd EURO 2016. Tyle, że Jurecki, Aguinagalde, Strlek i Reichmann trafili do niej dlatego, że ciężko pracowali praktycznie do ostatniego weekendu turnieju. Cupić, Szmal, Bielecki również nie mieli chwili wytchnienia.

A płocczanie? Corrales, Ghionea, Racotea, Rocha, Tarabochia, Toledo do Polski nie przyjechali w ogóle. Pusica i Nenadić wyjechali po trzech meczach. Właściwie tylko Żytnikow, Daszek i Wiśniewski mieli prawo być po mistrzostwach Europy zmęczeni. No może jeszcze Manolo Cadenas, który podczas EURO pozostał w grze znacznie dłużej niż Talant Dujszebajew. Ale akurat ci dwaj panowie piłką ręczną nie męczą się chyba nigdy...

PRZEŁAMANIE

Jak wysoko cenić należy wygraną Wisły w końcówce sezonu zasadniczego? Są tacy, co zrozumiałe - przede wszystkim w Kielcach, którzy powiedzą, że w ogóle nie należy brać jej pod uwagę. Jak chodzi o kielczan to porażka 27:31 ich pewności siebie rzeczywiście nie nadgryzła. Ale już wpływu tego wyniku na mentalność zawodników Wisły, zwłaszcza tych młodych, nie można bagatelizować. Zaraz po marcowym meczu w Płocku na obliczach gospodarzy wymalowana była nie tylko radość; również przekonanie o własnych możliwościach. Czego jak czego, ale wiary Nafciarzom zabraknąć nie powinno.

RACHUNEK PRAWDOPODOBIEŃSTWA

Vive Tauron od kilku sezonów jest zespołem lepszym od Orlen Wisły. To jasne. Istnieniu różnicy między jednym a drugim zespołem nie można zaprzeczyć. Ale to nadal różnica, a nie przepaść! Regularny uczestnik Final Four Ligi Mistrzów nie mierzy się z zespołem, który przepada w pierwszych rundach Challenge Cup, tylko z ekipą, która co sezon melduje się w najlepszej szesnastce Champions League. Zawodnicy świetni grają z bardzo dobrymi, a nie ze słabymi. A skoro tak, to według prawideł logiki i rachunku prawdopodobieństwa raz na jakiś czas z takiej rywalizacji zwycięsko powinien wyjść zespół teoretycznie słabszy. Raz na cztery-pięć sezonów? Może...

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze