Jeszcze nie tak dawno pas ten należał do Krzysztofa Włodarczyka. Później „Diablo” przegrał sromotnie z Grigorijem Drozdem i Rosjanin został mistrzem WBC. Do rewanżu nie doszło, zamiast chorego Włodarczyka do Moskwy poleciał Łukasz Janik i został poddany.

 

Wydawało się, że wcześniej czy później swoją szansę na walkę z Rosjaninem dostanie idący od zwycięstwa do zwycięstwa Makabu, ale Drozd zrzekł się mistrzowskiego pasa tłumacząc, że potrzebuje czasu na podreperowanie zdrowia. W tej sytuacji los tak naprawdę uśmiechnął się do Anglika, który chyba nie liczył na taki prezent. Niewiele przecież brakowało, by pod koniec ubiegłego roku przegrał u siebie z Mateuszem Masternakiem. Walka była wyrównana, Polak był bliski szczęścia, ale w takich sytuacjach ściany na ogół pomagają gospodarzom.

 

I tak szczęściarz Tony Bellew (26-2-2, 16 KO) bić się będzie z Ilungą Makabu (19-1, 18 KO) o ten  zwakowany tytuł. W angielskiej prasie przeważają jednak opinie, że pięściarz z Demokratycznej Republiki Konga może być w niedzielny wieczór zbyt trudnym rywalem dla wielkiego fana piłkarskiej drużyny Evertonu. Tony Bellew długo walczył w wadze półciężkiej, teraz próbuje swych sił w junior ciężkiej, ale tu najlepsi biją znacznie mocniej. A Makabu należy do tych, którzy swych przeciwników najczęściej nokautują.

 

Mieszkaniec Johannesburga (tam teraz Makabu mieszka i trenuje)  nie jest wprawdzie zbyt wysoki (180 cm), ale ma piekielne uderzenie. I właśnie na te bardzo mocne, pojedyńcze ciosy leworęcznego Makabu, bokser z Liverpoolu musi bardzo uważać, bo jeśli się zagapi będzie po nim. Trzy lata temu, jeszcze  w wadze półciężkiej, nie wytrzymał uderzeń innego mańkuta, Adonisa Stevensona, teraz może być podobnie, choć Bellew nie dopuszcza myśli, że przegra.

 

Twierdzi, że nie czuje presji i jest przygotowany, jak nigdy. 33-letni Anglik nie jest złym pięściarzem, co udowodnił chociażby w walce z Masternakiem, ale to nie jest najwyższa klasa światowa. Jego promotor, Eddie Hearn, wierzy jednak, że Bellew może sprawić miłą niespodziankę. - Szanse Tony’ego oceniam 50/50, choć wiem, że bukmacherzy stawiają na Makabu. Zgoda, ma dobry rekord, prawie wszystkie walki wygrał przed czasem, ale kogo on nokautuje. Z najlepszymi w tej kategorii, Denisem Lebiediewem, Krzysztofem Głowackim czy Aleksandrem Usykiem nie miałby szans. A Bejbut Szumienow też mógłby go ograć – mówi angielskim mediom Hearn.

 

Jest w tym trochę racji, ale co do Szumienowa się nie zgadzam. Makabu ma dopiero 26 lat i poważne argumenty w pięściach, a przy tym umie boksować, więc nie skreślałbym go z nikim. A w starciu z Bellew będzie faworytem, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. W jednym zgadzam się z Eddie Hearnem: wygrana Anglika będzie jak wisienka na torcie, a noc z niedzieli na poniedziałek w Liverpoolu trwać będzie długo.