Przed piątkową konfrontacją Radwańska miała ze Strycovą bilans 4-0. Rozstawiona z numerem drugim Polka jednak zaznaczała jeszcze przed meczem, że nie należy lekceważyć występującej z numerem 30. rywalki. Powtórzyła to po wygraniu z Czeszką 6:2, 6:7 (6-8), 6:2.

 

"W trzeciej rundzie gra się z kimś rozstawionym, czyli z czołówki, albo z kimś, kto tę rozstawioną zawodniczkę ograł. Nie sądzę, by tu były jakiekolwiek łatwe mecze. To jest ten etap turniejowej drabinki, gdzie gra się albo z kimś bardzo dobrym albo dobrym. Nie oczekuje się godzinnych meczów" - zastrzegła na konferencji prasowej 27-letnia krakowianka.

 

Wydawało się, że miała dużą szansę na zakończenie pojedynku bez starty seta, gdy w drugiej partii prowadziła 3:0. Rywalka jednak odrobiła straty. Kolejną szansę Radwańska miała w tie-breaku, w którym wygrywała 5-3, ale wówczas ostatecznie lepsza okazała się przeciwniczka.

 

"Na pewno nikt nie byłby zadowolony po tym. Ale nie wiem, czy mogłabym powiedzieć, że coś bym zmieniła. Było w tym trochę pecha. Tyle razy piłka zatrzymała mi się na drucie od siatki i nie przeszła, minimalne auty... Nie pamiętam, żebym wcześniej miała tyle razy taką sytuację z siatką. A Barbora wykorzystywała swoje szanse" - wspominała krakowianka.

 

Przyznała, że spodziewała się trudnego i długiego spotkania, ale jednocześnie Strycova, z którą poprzednio spotkała się dwa lata temu, nieco ją zaskoczyła.

 

"Troszkę tak sobie wyobrażałam ten mecz. Znamy się nie od dzisiaj. Ale zaskoczyła mnie dużą solidnością. Wydawało mi się, że będą takie momenty, iż będzie grała gorzej, pojawi się jakiś błąd, a tymczasem wszystko wracało na drugą stronę. Może dwa błędy popełniła, ale poza tym grała bardzo solidnie. Nie oczekiwałam krótkiego meczu, jednak dawno nie grałyśmy i myślałam, że czasem trochę mi pomoże słabszymi momentami, a tu absolutnie tego nie było" - analizowała Radwańska.

 

Gdy w drugiej odsłonie prowadziła 3:0, to Czeszka głośno wyrażała niezadowolenie z własnej postawy. "Może grała wtedy za pasywnie. Wcześniej była agresywna, a potem czasem grała tylko na przerzut, żeby przebić. Może dlatego miała sama do siebie pretensje, że nie robi niczego, by zdobyć punkt" - zastanawiała się Polka.

 

Dwukrotnie zawodniczki zaprezentowały popisowe akcje. Kibice obejrzeli w nich ślizgi, skróty i grę z parteru. Tenisistki zostały za to nagrodzone głośnymi brawami.

 

"Faktycznie rzadko się zdarza, by obie zawodniczki w jednym czasie leżały. Ale Strycova to tenisistka, która gra taki tenis, że takich fajnych wymian może być sporo" - argumentowała Radwańska.

 

Czeszka zwróciła na siebie uwagę także z innego powodu. W ferworze walki czasami się przewracała. Druga rakieta świata przyznała, iż częste upadki zdarzają się często, ale na kortach trawiastych.

 

"Swoją drogą, tu też jest dość śliski kort. Zwłaszcza że jest całkiem twarde podłoże. Jak na betonie położyć mączkę i się biega, to czasem noga +odchodzi+. Tym bardziej, jak się bardzo chce do piłki dobiec, to upadek wchodzi w grę" - broniła nieco rywalkę.

 

Radwańska po raz piąty w karierze dotarła do 1/8 finału French Open. Jej kolejną rywalką będzie Cwetana Pironkowa. 28-letnia Bułgarka, zajmująca dopiero 102. miejsce w światowym rankingu, gładko pokonała w piątek rozstawioną z numerem 19. Amerykankę Sloane Stephens 6:2, 6:1. Potrzebowała na to zaledwie 51 minut. Z Pironkową Polka zaliczyła dotychczas 12 konfrontacji, z czego 10 rozstrzygnęła na swoją korzyść.

 

"Nie widziałam ani jednej akcji z meczu Pironkowej i Stephens. Chyba coś nie szło Amerykance, skoro tak szybko się to potoczyło. Tyle razy grałam Bułgarką i chyba na każdej nawierzchni. Czy lubię? Nie mam tak, że z kimś lubię grać, a z kimś nie. Ale jeśli można powiedzieć, że mam na nią sposób, to oby zadziałał w niedzielę" - dodała z uśmiechem 27-letnia zawodniczka.