Nie ma  sportowca w Stanach Zjednoczonych, którego nazwisko wywoływałoby więcej emocji. Od złotego medalu igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku, wywalczonego przez wtedy jeszcze 18-letniego Cassiusa Clay’a zwycięstwie nad Zbigniewem Pietrzykowskim, przez historyczną decyzję odmówienia służby wojskowej w 1967 roku do legendarnych walk z Joe Frazierem i George Foremanem  - Ali był człowiekiem, który walczył na i poza ringiem.  

Po wygraniu 100 ze 108 walk amatorskich i zdobyciu złotego medalu w Rzymie, Ali przekonał się, że bycie mistrzem w Ameryce tamtych czasów niczego nie zmienia.  W rodzinnym Louisville oficjalnie nazywano go “naszym olimpijskim czarnuchem”, a krótko po tym, jak kelnerka odmówiła mu podania wody mineralnej, Cassius Clay miał jakoby wrzucić złoty medal do rzeki. Czy było tak naprawdę, czy jak podają inne źródła po prostu go zgubił, nie ma znaczenia - Clay przeszedł na zawodowstwo, urzekając nie tylko “tanecznym” stylem walki, ale także pewnością siebie.

Już w 1961 roku powiedział “Sports Illustrated”: “Wiekszość pięściarzy potrafi walczyć prawie tak dobrze jak ja. Tylko, że o nich nigdy nie słyszeliście”. Cztery lata po złotym medalu w Rzymie, przed walką z Sonny Listonem, świat po raz pierwszy usłyszał: “Będę unosił się jak motyl, kłuł jak osa!” Po siedmiu rundach w Miami, świat miał już nowego mistrza świata wagi ciężkiej. W rewanżu, w 1965 roku, walka z Listonem nie trwała nawet jednej rundy. Następna batalia, ta poza ringiem, była już znacznie trudniejsza.

Zainspirowany słowami Malcolma X, działacza religijnego i politycznego, w 1964 roku przestał istnieć ( “nie chcę mojego niewolniczego nazwiska”) Cassius Clay, a jego miejsce zajął Muhammad Ali. Po przejściu na Islam, podczas konferencji prasowej w 1967 roku, ze względu na swoje przekonania religijne, Ali odmówil służby wojskowej. Po fali totalnej krytyki ze strony ówczesnych władz USA, odebrano mu tytuł mistrzowski, nałożono grzywnę w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów i skazano na pięć lat więzienia.  Przypomnijmy – Ali odmówił służby wojskowej w czasie trwania wojny w Wietnamie, a stwierdzenia “Nie mam nic przeciwko tym z Wietkongu” – zrobiły z niego wroga wielu Amerykanów.

Muhammad Ali pozostawał przez lata postacią, którą trudno było sklasyfikować. Jego poglądy – sprzeciwiał się integracji rasowej w trakcie największego nasilenia ruchów antyrasistowskich w USA, nazywał Joe Fraziera “gorylem” – zawsze wymykały się jakiejkolwiek klasyfikacji.

Przez trzy lata, poświęcając być może najlepsze lata swojej kariery i nawet trudno obliczyć ile milionów dolarów (w czasach, kiedy w USA dom kosztował paręnaście tysięcy), Ali pozostawał poza ringiem. “Nie mogę walczyć w Ameryce, Nie mogę wyjechać z Ameryki.  Byłem prześladowany, zanim jeszcze byłem oskarżony” – mówił Ali, kiedy Sąd Najwyższy zmienił decyzję o jego aresztowaniu.

Sportowo Muhammad Ali pozostawał ciągle kimś wielkim i praktycznie niemożliwym do skopiowania. Już skreślono go z listych wielkich po porażce w 1971 roku w Madison Square Garden (Walka Stulecia) z Joe Frazierem, i niewielu było takich, którzy wierzyli, że wróci na tron wagi ciężkiej.

Ali potrzebował trzech lat, wielu pojedynków, by pokazać jak bardzo krytycy się  mylili – i wrócić w wielkim stylu. “Rumble in The Jungle” – zorganizowana w 1974 roku walka  z George Foremanem w Zairze, pokazała pięściarskiemu światu jak nokautować broniąc się na linach. Rok później, po “Thrilla in Manilla”,  niesamowicie brutalnej, czternastorundowej walce  rewanżowej z Frazierem, padły inne już legendarne słowa: “Nigdy nie byłem tak blisko czegoś, co się chyba nazywa śmiercią” – powiedział Ali.

Mistrzem był jeszcze raz – w 1978 roku, kiedy najpierw stracił, a później odzyskał pas po walkach z Leonem Spinksem.  Kiedy przestał boksować, w 1981 roku, w wieku 39 lat, nikt nie przypuszczał, że już trzy lata później dowiemy się, że wykryto u niego chorobę Parkinsona.  Bardzo szybko było mu coraz trudniej się poruszać, prawie przestał mówić.  Kiedy Ali zapalał znicz olimpijski w Atlancie, w 1996 roku, był już tylko cieniem człowieka, który kipiał energią przez 24 godziny na dobę. “Tę ostatnią walkę przegrywa każdy z nas” – powiedział o śmierci Muhammada Ali jego były promotor, Bob Arum.

 “Ali był Największym Wszech Czasów nie dlatego, że robił nieprawdopodobne rzeczy na ringu. Za to, co robił poza ringiem, w co wierzył, czego bronił. Jest ważną przyczyną tego, czym Afro-Amerykanie są dziś w świecie sportu. Jesteśmy wolni. Możemy mieć wszystko, czego chcemy” – powiedział o Muhammadzie Ali  LeBron James. Takim go zapamiętajmy.