"Byłyśmy z Beatą na teście przedolimpijskim we wrześniu zeszłego roku i mogę śmiało powiedzieć, że to dosyć specyficzny tor. Jeśli miałabym wyrazić swoją opinię to myślę, że nie powinny tam się odbywać igrzyska. Woda jest brudna, z wielu stron wieje wiatr, położenie jest po prostu niesprawiedliwe" - powiedziała PAP Walczykiewicz.

 

Jednocześnie zaznaczyła, że teraz nie ma już czasu na narzekanie, a po prostu trzeba się z tym pogodzić i dostosować.

 

"Mam tylko nadzieję, że organizatorzy zrobią wszystko, by doprowadzić do względnie dobrych warunków i jak w każdym sporcie będzie trzeba liczyć trochę na łut szczęścia. Miejmy nadzieję, że wyjątkowo będzie nam dopisywało" - podkreśliła.

 

Walczykiewicz, 11-krotna medalistka mistrzostw świata, zwróciła uwagę przede wszystkim na bardzo różny wiatr.

 

"Zazwyczaj wieje od strony morza, czyli te tory, które są najbliżej tego odcinka, będą miały większą falę. To dla kajakarza dodatkowe obciążenie i wysiłek. To też mocno przeszkadza w płynięciu prosto. Miejmy nadzieję, że wiatr będzie wiał w twarz lub w plecy, wtedy jest sprawiedliwie. Przekonałyśmy się jednak w Rio, że w ciągu jednego dnia obraca się on we wszystkie strony. Warunki z godziny na godzinę mogą zmienić się diametralnie" - tłumaczyła.

 

Takie samo zdanie ma Mikołajczyk, która w swoim dorobku ma już dwa medale olimpijskie - srebrny z Pekinu i brązowy z Londynu w K-2 500 m.

 

"Tor jest malowniczo położony, natomiast logistycznie uważam, że jest bardzo kiepskim miejscem i nie powinny tam się odbywać igrzyska. Dlaczego? Chociażby dlatego, że nie ma toru, którym my i motorówki możemy dopłynąć. Zejście na wodę jest w pobliżu startu na 200 m, co oznacza, że będziemy robić fale. To nie jest dobre i tak nie powinno być, natomiast jest jak jest i wszyscy będziemy się na tym torze ścigać, dlatego musimy się po prostu szybko do tego dostosować" - zaznaczyła.

 

Utrudnieniem dla kajakarek, które do Rio lecą z wielkimi nadziejami na medale, jest także wysyłanie sprzętu już w czerwcu.

 

"Kajaki polecą do Brazylii wcześniej niż my, już w połowie czerwca, bo to jest kawał drogi. W tym czasie trenujemy na sprzęcie zastępczym, mamy po dwa-trzy kajaki. Niby takie same, a jednak każda z nas ma swój tak dopasowany, że nie zawsze jest możliwa idealna kopia" - dodała Edyta Dzieniszewska, rywalizująca najczęściej w K-1 i K-4.