Ostatni mecz grupowy Szwedzi rozegrają w środę z Belgią i nastroje w mediach są raczej minorowe. Liczą jednak na zwycięstwo, przyznając, że "muszą wygrać, gdyż inaczej nie wypada".

 

Dziennik "Aftonbladet" skomentował dotychczasowe występy "Trzech Koron" we Francji następująco: "Król Belgii pojawia się na trybunach na meczach swojej reprezentacji, a gdzie jest nasz? Nie ma go też na boisku. Zlatan (Ibrahimovic) przyjechał tu w aureoli króla Paryża, a wyjedzie jako kto?".

 

"Sytuacja jest nieco dziwna, ponieważ Szwecja ma tylko jeden punkt, nie oddała żadnego strzału na bramkę, gra słabo i nudnie, lecz dalej ma szansę na awans" - skomentował dziennik "Expressen".

 

Bramkarz Andreas Isaksson, który w okresie ostatnich 14 lat rozegrał w reprezentacji 132 mecze powiedział, że "jeżeli z Belgią nie wygramy, będzie to mój ostatni występ w drużynie narodowej".

 

Media nie oszczędzają przede wszystkim swojego selekcjonera Erika Hamrena, który ich zdaniem po sześciu latach pracy osiągnął wyjątkowo mało, a więcej zepsuł, jest "zbyt miękki" i nie jest poważnym dyrygentem drużyny.

 

„Hamren od lat powtarzał na wszystkich konferencjach prasowych aż do znudzenia, że buduje reprezentację powoli, tak jak buduje się dom począwszy od solidnych fundamentów poprzez kolejne piętra i kończąc na silnym dachu. Teraz jednak widzimy, że łatając przeciekający dach nie ma już czasu na poprawienie skruszałej podstawy budowli, która się za chwilę zawali jak domek z kart. W środę gramy mecz, w którym są dwie możliwości, wygrać lub zniknąć" - napisał "Aftonbladet".

 

Były reprezentant Christian Wilhemlsson powiedział w rozmowie z dziennikiem "Dagens Nyheter", że po latach dobrego futbolu Szwecja jest jedynym zespołem tych mistrzostw, który nie posiada iskry i pasji do gry.

 

"Moim zdaniem problemem w tej drużynie jest mieszanka nerwów i presji ze zbyt dużą wiarą w Ibrahimovica. Nie można myśleć cały czas, że on wszystko rozwiąże i sam wygra mecz" - powiedział piłkarz.

 

Kierownictwo reprezentacji stara się poprawić nastroje swoich piłkarzy i zaprosiło w niedzielę do hotelu w Pornichet, gdzie mieszkają, parę znanych szwedzkich magików Petera Brynjolfa i Jonasa Ljunga. Wykonali oni jeden szczególnie trudny trick z kartami na wywołanym z publiczności ... Ibrahimovicu.

 

"Wszyscy się nieźle bawili, lecz on jakoś mało cieszył się z tej roli, zaraz uciekł i poszedł spać" - powiedział Ljung.