Staszewski z Marsylii: Ukraina podzielona, jak Ukraina

Piłka nożna
Staszewski z Marsylii: Ukraina podzielona, jak Ukraina
fot. PAP

Grupa „młodych” i grupa „starych”. Zbiór zawodników Szachtara Donieck i ekipa z Dynama Kijów. Propagandziści nowego ładu i zwolennicy trenera Mychajła Fomenki – w reprezentacji Ukrainy panuje dziś prawdziwa anarchia. Jedyne co łączy dwudziestu trzech piłkarzy, to żółte koszulki i spodenki.

Nawet ukraińscy dziennikarze nie są w stanie policzyć podgrup, które utworzyły się w reprezentacji naszych wschodnich sąsiadów. Tylko uwzględniając podział na wiek, wyszczególniają trzy – najmłodsi, jak Wiktor Kowałenko czy Ołeksandr Zinczenko, „średni”, czyli Andrij Jarmołenko, Jewhen Konoplanka i Jarosławem Rakickim oraz najstarsi, z Anatolijem Tymoszczukiem na czele. A to dopiero początek! Kolejne grupy powstały na linii klubowej przynależności. I tak: piłkarze Szachtara Donieck trzymają się razem, zawodnicy Dynama Kijów także, a przy kolejnym stole siedzą pozostali, jak Artem Fedeckij, Roman Zozulia czy Rusłan Rotań. Po porażce z Irlandią Północną w kadrze nastąpił kolejny rozłam. Część zawodników jest zdania, że stery w zespole powinien przejąć członek sztabu szkoleniowego, legenda ukraińskiego futbolu Andrij Szewczenko. Kilku piłkarzy trzyma natomiast stronę obecnego selekcjonera. Czy grupy się przeplatają? Oczywiście, że tak. I co z tego? Nic… Reprezentacja Ukrainy jest w tej chwili soczewką podzielonego politycznie i ideowo państwa.

W reprezentacji wszyscy są przeciwko wszystkim. Nikt już nie kontroluje tego, co robią i mówią piłkarze. W obawie przed trudnymi pytaniami nie doszło do naszego wywiadu z trenerem Fomenką. Zamiast niego rzecznik prasowy Ukrainy przysłał Tarasa Stepanenkę. Jeden z liderów reprezentacji (a także grupy – tej z Doniecka) zaprzeczał podziałom, choć jego mina mówiła wszystko – na mecz z Polską Ukraińcy nie mają w tej chwili żadnej ochoty.

Teoretycznie Ukraina po dwóch porażkach powinna być Ukrainą podrażnioną. Na konferencjach prasowych, które obserwowałem w Aix-en-Provence, urokliwej miejscowości położonej nieopodal Marsylii, gdzie trenowali nasi rywale, żaden z obecnych tam piłkarzy, a było ich kilku, nie przejawiał woli walki. Wszyscy siedzieli gotowi na dewastujące pytania dziennikarzy, odpowiadając na nie tak beznamiętnie, jakby wspominali o wczorajszym obiedzie. – Zagramy dla kraju, reprezentacji, naszych kibiców, ale przede wszystkim dla siebie – tłumaczył mi Stepanenko i tak też może być. Każdy z jedenastu piłkarzy, którzy wybiegną na murawę olbrzymiego Stade Vélodrome, zagra dla siebie.

W praktyce wciąż jednak mówimy o zespole z olbrzymią siłą ofensywną, o której przekonali się Niemcy. A skoro nasi ostatni grupowi rywale byli o krok od zdobycia bramki w rywalizacji z mistrzami świata, to i z Polską stać ich na wiele. Choć z turniejem się już żegnają, to jedno jest pewne – białej flagi nie wywieszą.

Sebastian Staszewski z Marsylii, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze