Marcin Feddek: Oglądałeś te rzuty karne na klęcząco. Można powiedzieć, że się modliłeś - szczególnie przed tym ostatnim uderzeniem. To jest chyba najgorsze, co może być - czekać na to, co zrobią koledzy w tym decydującym momencie.

Kamil Grosicki: Zdecydowanie. Gdy oglądasz rzuty karne w telewizji i gdy podchodzi do nich drużyna, której kibicujesz, to zawsze jest fajna sprawa. Ale jak to my mamy je strzelać... Koszmar. Nawet oglądając je z ławki, zasłaniałem oczy... Naprawdę, wielki szacunek dla chłopaków, bo robili to tak, jak na treningu.

W dogrywce zaczęły cię łapać skurcze. To jest efekt tego, że gdzieś po drodze złapałeś kontuzję i teraz brakuje ci formy?

To normalna rzecz. Bardzo dużo biegałem, a w drugiej połowie broniliśmy się, więc było bardzo ciężko. Na pewno ta kontuzja trochę mi przeszkodziła w przygotowaniach do Euro, ale trudno - dziś przeżywam jeden z najpiękniejszych dni w swoim życiu. Chyba najlepszy poza narodzinami mojej córki. Jesteśmy w najlepszej ósemce Europy! To już jest coś. Teraz spokój i dalej robimy swoje.

Sytuacja bramkowa - idealnie wyłożyłeś tę piłkę Błaszczykowskiemu.

Jak już zobaczyłem, że mam wolne pole, starałem się atakować. I bardzo się cieszę, że w końcu zapisalem się w statystykach. Jestem mega szczęśliwy i dumny, że mogę reprezentować tę drużynę. To naprawdę coś niesamowitego.

Rozmowę z Kamilem Grosickim obejrzysz w załączonym materiale wideo.