Sajewski wyjawia: Byłem zawieszony przez UFC, ale sprawa została wyjaśniona

Sporty walki
Sajewski wyjawia: Byłem zawieszony przez UFC, ale sprawa została wyjaśniona
fot. youtube.com

Łukasz Sajewski (13-1, 2 KO, 7 SUB) już 7 lipca na gali UFC Fight Night 90 stoczy drugą walkę w UFC, a jego rywalem będzie Gilbert Burns (10-1, 3 KO, 6 SUB). "Wookie" walczył ostatnio bardzo rzadko, ale w pewnym stopniu wynikało to z przyczyn od niego niezależnych. - Po porażce z Heinem w próbkach moich badań antydopingowych pojawiły się niedozwolone substancje. Zostałem zawieszony, ale na szczęście sprawa została wyjaśniona - zdradził Sajewski w rozmowie z Polsatsport.pl.

Maciej Turski: Za karierami wielu zawodników kryją się niezwykle interesujące historie. Dla jednych była to ucieczka od narkotyków, inni szukali lepszego jutra, a jak było u Ciebie? Skąd w ogóle wziął się pomysł na MMA?

Łukasz Sajewski: Od najmłodszych lat lubiłem rywalizację i to w każdej postaci. Zawsze chciałem udowadniać swoją wyższość i po prostu pokazać, że potrafię być lepszy od innych. Na pierwszy trening sportów walki trafiłem w wieku 15 lat, a przecież w tym okresie każdemu młodemu człowiekowi hormony zaczynają buzować. Niektórzy wyładowują swoje emocje na innych, a ja zdecydowałem się przenieść całą swoją energię na sport.

Nie było sprzeciwu rodziców? Jeszcze nie tak dawno wiele osób nie akceptowało MMA jako dyscypliny sportowej, a znacznie bliżej było do określenia mordobicie...

Oczywiście nie zawsze było przyzwolenie rodziców na trening i muszę przyznać, że czasami musiałem ukradkiem pryskać z domu. Po pewnym czasie rodzice zauważyli korzyści płynące z uczęszczania na zajęcia sportów walki - przede wszystkim lepiej zachowywałem się w szkole. Później były już pierwsze sukcesy amatorskie i mogłem zacząć trenować w pełni "legalnie".

Masz jakiś sportowy wzór, który w przeszłości zainspirował Cię do treningów MMA?

Na jeden z treningów kolega przyniósł płytę z highlightsami, czyli najlepszymi akcjami, niektórych zawodników. Od razu ogromne wrażenie zrobił na mnie Wanderlei Silva i oglądałem jego wyczyny praktycznie kilka razy dziennie. W głowie błyskawicznie pojawiła się myśl: "Skoro oni mogą, to dlaczego ja nie mogę spróbować?". I trafiłem na salę treningową!

Miałeś chwile zwątpienia? Były momenty, kiedy zastanawiałeś się czy warto dalej uprawiać tę dyscyplinę sportu?

 

Nigdy nie oczekiwałem od tego sportu korzyści materialnych. Zawsze uprawiałem MMA, bo sprawiało mi to przyjemność i normalnie na świecie kocham to robić. Na efekty ciężkiej pracy zazwyczaj trzeba poczekać nieco dłużej, a szczerze powiedziawszy nawet nie myślałem, że MMA będą moim źródłem dochodu.

Jest jakieś wspomnienie związane z MMA, które w Twojej głowie zapisało się w szczególny sposób?

 

Nie ma jednego szczególnego. Każda kolejna walka przynosi nowe wspomnienia i tak naprawdę cieszę się, że mogę rozwijać swoje umiejętności każdego dnia. Niewielu ludzi może pozwolić sobie na taki komfort, aby całymi dniami robić to co się kocha.

Jeśli spytałem o najlepsze, to jakie jest najgorsze?

Zdecydowanie porażka, a tym bardziej pierwsza w karierze. Po wyjściu z klatki musisz przyznać, że twój przeciwnik był lepszy i zasłużył na wygraną. Szybko trzeba "zebrać się do kupy", wrócić na salę i wyciągnąć wnioski. Jeśli patrzy się na najlepszych zawodników, to każdy z nich kiedyś przegrał i miał jakieś gorsze momenty. Najważniejsze jest, aby się nie załamać i dalej robić swoje.

Co porażka zmieniła w Twojej karierze? Przekonałeś się, że jeszcze wiele trzeba poprawić i jeszcze ciężej pracować na sali?

Nie chodzi o ilość treningu, ale przede wszystkim o jego jakość. Trzeba znaleźć złoty środek, bo regeneracja jest równie ważna jak praca na treningu. Wcześniej tego po prostu nie rozumiałem. Teraz zupełnie inaczej monitoruje swój organizm i systematycznie robię badania u fizjologa. Ze sztabem szkoleniowym wiemy czarno na białym w jakim stanie jest organizm i na jak wiele możemy sobie pozwolić.

Podobno nawiązałeś również współpracę z psychologiem sportowym...

Klubowy kolega Kacper Formela przekazał mi kontakt do mgr Aleksandry Zienowicz, która przede wszystkim współpracuje ze sportowcami. Spotkania z nią pomogły rozgryźć błędy z ostatniej walki oraz docenić moje mocne strony. Psycholog pomógł mi również zrozumieć, że czasami nie warto zmieniać dobrze funkcjonujących nawyków.

Nie miałeś wrażenia, że z tej debiutanckiej walki z Nickiem Heinem dało się wyciągnąć więcej? Nie czułeś się jakbyś nieco przeszedł obok walki?

Nie dało się zrobić więcej. Badania kilka dni po walce wyszły tragicznie i z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że w przygotowaniach popełniliśmy jakieś błędy. Wydaje się, że byłem też przemotywowany, a to nie zawsze działa na korzyść zawodnika. Podobnie jest z wrzącą wodą w garnku, która, jeśli jest jej za dużo, zaczyna

się po prostu wylewać...

W ostatnim czasie walczysz niezwykle rzadko. W ciągu dwóch lat stoczyłeś tylko dwa pojedynki. Nie do końca wszystko było w porządku z Twoim zdrowiem, ale nie masz wrażenia, że jednak dało się trochę uniknąć tych urazów?

Oczywiście, że w pewnym stopniu też mieliśmy na to wpływ, ale przecież nadal uczę się swojego organizmu. Miejmy nadzieję, że współpraca z fizjologiem sportu znacznie poprawi moją świadomość. Aczkolwiek jest jeszcze sprawa, o której istnieniu do tej pory wiedziało tylko moje najbliższe otoczenie. Po porażce z Nickiem Heinem chcieliśmy szybko wrócić do gry i celowaliśmy w październikową galę w Dublinie. Niestety w próbkach badań antydopingowych pojawiły się niedozwolone substancje, a wyniki były pozytywne. Zostałem zawieszony do momentu wyjaśnienia całej sprawy. Po kilku tygodniach otrzymaliśmy informację, że laboratorium popełniło jakiś błąd, a wynik został zweryfikowany na negatywny. Gdyby nie zamieszanie z badaniami pewnie miałbym na swoim koncie już dwa pojedynki w UFC.


Wiesz o jaką zakazaną substancję chodziło?

Dostałem tylko informację, że coś poszło nie tak i do wyjaśnienia moje występy zostają zawieszone. Od strony formalnej dokładnie nie wiedziałem jak wszystko przebiegało, ale na szczęście po dwóch miesiącach sprawa została wyjaśniona. Szkoda, że w tamtym momencie karta walk gali w Dublinie była już zamknięta...

 


W lutym miałeś wystąpić na gali w Londynie, ale plany pokrzyżowała kontuzja żeber. Po odwołaniu tej walki nie miałeś obaw, że przygoda z UFC może zakończyć się na jednym pojedynku?

Oczywiście. Byłem świadomy, że taka sytuacja może się wydarzyć. W UFC z listy zawodników zostają czasami usunięciu zawodnicy po zwycięstwach i w tej organizacji nie ma miejsca na potknięcia. Zawsze musisz być gotowy na informację o zwolnieniu.

Z drugiej strony UFC po raz kolejny pokazało, że ma do Ciebie zaufanie i liczy na Twoją osobę.

 

Całkiem możliwe, że tak jest, ale ja nie mogę o tym myśleć. W głowie nie ma miejsce na presję, a przygoda z UFC to spełnienie moich marzeń. Nie ma co się zastanawiać nad moją pozycją w organizacji, tylko robić swoje!

Za tydzień wejdziesz do klatki z Gilbertem Burnsem. Chyba miałeś już okazję poznać go osobiście...

Faktycznie, byłem na jego seminarium w Gdyni i uczestniczyłem w treningach przez niego prowadzonych. Nawet skorzystałem z możliwości i... zrobiłem sobie z nim zdjęcie.

Dostrzegłeś podczas tego spotkania coś wyjątkowego?

Myślałem, że jest nieco wyższy. Według sherdog.com jest kilka centymetrów wyższy ode mnie, ale ja tego zupełnie nie dostrzegłem. Zresztą na naszym wspólnym zdjęciu widać to doskonale. Poza tym chyba miły z niego gość.

Co sobie pomyślałeś jak otrzymałeś informację, że "Durinho" będzie Twoim kolejnym rywalem?

Nie było czasu na kalkulowanie i rozmyślanie. Uszczęśliwiła mnie informacja o tym, że dostałem oficjalnie kolejną walkę i trzeba po prostu było brać co dają! Po takiej przerwie nie mogłem postąpić inaczej i doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jestem faworytem tego pojedynku. "Underdodzy" niejednokrotnie pokazywali, że notowania bukmacherów znaczą niewiele.

Taktyka na ten pojedynek chyba nie będzie zaskoczeniem, bo o mocnych stronach Burnsa wiemy doskonale...

Dokładnie! Moim zadaniem będzie neutralizowanie grapplingu i niedopuszczenie do walki w parterze. Burns to czterokrotny mistrz świata w BJJ, więc lekceważące byłoby wejście po prostu w jego grę.

Podobnie miało być w walce z Marcinem Heldem. Wtedy trochę tego parteru było, ale ostatecznie pojedynek udało się wygrać.

Byłem znacznie mniej doświadczonym zawodnikiem niż teraz i obecnie moja świadomość jest na zupełnie innym poziomie.

 

A znaleźliście jakieś słabe punkty Brazylijczyka?

Myślę, że z upływem kolejnych sekund pojawia się u niego coraz większe zwątpienie. Jeśli przyjmuje kolejne ciosy, nie do końca sprawdza się jego plan, to po prostu zaczyna tracić wiarę w swoje umiejętności. Odbija się to na jego dynamice i chęci do walki. Mam wrażenie, że duże znaczenie odegra również przygotowanie kondycyjne.

Jak będzie wyglądał ostatni tydzień przed walką?

Wszystko już zostało zrobione, więc skupiamy się na odzyskaniu świeżości i przygotowaniu taktycznym. W niedzielę lecimy do Las Vegas i mam nadzieję, że wieczorem już w hotelu będę układał się do snu. Cieszę się, że mam możliwość wystąpić podczas gali w trakcie tak ważnego tygodnia w historii całej organizacji, a przecież dzień później w obronie swojego pasa mistrzowskiego ponownie wystąpi Joanna Jędrzejczyk.

Czego mogę Ci życzyć przed zbliżającą się walką?

Spokoju i sporej dawki relaksu, a resztę zrobię sam!

Maciej Turski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze