Spotkanie rozpoczęło się w sobotę, ale zostało przerwane pod koniec trzeciego seta z powodu ciemności. Rozstawiony z "32" Pouille często uderzał piłkę tak, by del Potro musiał w dużym stopniu pracować nadgarstkiem, który miał operowany.

 

"Grał bardzo sprytnie taktycznie. W tej sytuacji ciężko powiedzieć coś pozytywnego, bo przegrałem. Jestem sfrustrowany i smutny z powodu porażki, ale wciąż jest we mnie ogień. Cztery miesiące temu nawet sobie nie wyobrażałem, że mogę tu być dziś. A teraz stoję tu i analizuję mecz oraz opowiadam o swoim zdenerwowaniu. Prawda jest taka, że nie byłem na to przygotowany. Chciałbym być gotowy na to, by korzystać z nadarzających się okazji" - zaznaczył 165. w rankingu ATP Argentyńczyk.

 

27-letni zawodnik w drugiej rundzie niespodziewanie wyeliminował rozstawionego z numerem czwartym Szwajcara Stana Wawrinkę 3:6, 6:3, 7:6 (7-2), 6:3.

 

Triumfator US Open z 2009 roku ostatnie lata spędził głównie na zmaganiach z kontuzjami obu nadgarstków, w związku z którymi przeszedł trzy operacje. Z powodu długiej przerwy w grze wypadł nawet poza czołową "500" tego zestawienia. Poprzednim turniejem wielkoszlemowym z jego udziałem był Australian Open 2014, w którym odpadł w drugiej rundzie. Na jego powrót do rywalizacji w Wimbledonie kibice czekali trzy lata. Jego najlepszym wynikiem w londyńskiej imprezie jest półfinał w 2013 roku.

 

W niedzielę emocjonujący pojedynek stoczyli występujący z "12" Francuz Jo-Wilfried Tsonga i Amerykanin John Isner (18.). Drugi z zawodników słynie z tego, że często rozgrywa mecze-maratony. Nie inaczej było tym razem. Tsonga wygrał 6:7 (3-7), 3:6, 7:6 (7-5), 6:2, 19:17. Pojedynek trwał cztery godziny i 24 minuty, a decydująca odsłona dwie godziny i osiem minut.