Brutalny faul niemieckiego bramkarza wstrząsnął piłkarskim światem

Piłka nożna
Brutalny faul niemieckiego bramkarza wstrząsnął piłkarskim światem
fot. PAP

Wspomnienie tego wydarzenia sprzed lat zawsze powraca przy okazji meczów Francji z Niemcami. Brutalny faul niemieckiego bramkarza Toniego Schumachera na Patriku Battistonie wstrząsnął kibicami na całym świecie i do dziś budzi grozę.

Mijała 56. minuta rozgrywanego w Sewilli spotkania Francja - Republika Federalna Niemiec, batalii o finał mistrzostw świata 1982 roku. Na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1, na trafienie Pierre Littbarskiego, jeszcze w pierwszej połowie celnym strzałem z rzutu karnego odpowiedział Michel Platini. Kilka minut po przerwie trener Trójkolorowych dokonał pierwszej zmiany: Bernarda Genghini zastąpił Patrick Battiston. Piłkę na środku boiska przejęli Francuzi, Platini zagrał z głębi pola w szesnastkę rywali, Battiston uciekł Manfredowi Kaltzowi i pobiegł za piłką. W jego stronę ruszył bramkarz Niemców Harald "Toni" Schumacher...

 

O krok od śmierci

 

Battiston zdołał trącić piłkę, ale na linii pola karnego z ogromnym impetem wpadł na niego niemiecki golkiper, uderzając go biodrem w twarz. Francuz padł bezwładnie na murawę...

 

"Myślałem, że Battiston nie żyje. Trzydzieści milionów Francuzów przed telewizorami także zainkasowało mordercze uderzenie Haralda Schumachera. Nawet dziś, kiedy oglądam taśmę z tego meczu, jestem przekonany, że Patrickowi śmierć zajrzała w oczy" - wspominał tamten moment po latach Michel Platini.

 

Piłka po strzale Francuza mija słupek niemieckiej bramki. Battiston leży bez ruchu, podbiegają do niego koledzy z drużyny, również kilku niemieckich piłkarzy. Wokół zaczyna się krzątanina. Na boisko wbiegają lekarze i pielęgniarze... Oddajmy głos Platiniemu:

 

"Dociera do mnie, że Patrick jest nieruchomy. Widzę błędne oczy Janviona, jemu też się wydaje, że Patrick nie żyje. Biegnie dr Vrillac. Patrick ma nerwowe konwulsje. Płyną minuty, niepokój narasta. Lekarze pilnują hiszpańskich pielęgniarzy próbujących, nie bez trudności umieścić Patricka na noszach. Obawiają się złamania kręgosłupa"

 

Lekarze jeszcze na boisku podają piłkarzowi tlen. Battiston odzyskał świadomość dopiero po kilku minutach, gdy został już zniesiony z placu gry. Spotkanie z niemieckim bramkarzem przypłacił utratą trzech zębów, kilkanaście kolejnych dni spędził w szpitalu, miał naruszone kręgi szyjne, przez kilka miesięcy nosił kołnierz ortopedyczny i nieprędko wrócił na boisko...

 

Wróg publiczny numer jeden

 

Toni Schumacher w tamtej chwili stał się wrogiem numer jeden. "On chciał to zrobić, działał z premedytacją" - oceniał tę sytuację Platini, a twierdzenie to potwierdzał fakt, że w chwili zderzenia niemiecki bramkarz nie miał już szans przejąć piłki, która minęła go, kopnięta przez rywala.

 

"Będąc w powietrzu nie można już zahamować impetu własnego ciała, można jedynie zmienić nieco kierunek. W końcu bramkarz to nie samolot. Nie mogłem już więc nic zrobić, nie miałem się czego przytrzymać, ani od czego odepchnąć. Z podkurczonymi kolanami leciałem na Battistona. Gdybym uderzył go frontalnie, skutki byłyby jeszcze gorsze. W ostatnim momencie udało mi się odrobinę przekręcić, tak że trafiłem go pośladkiem i biodrem w głowę. Battiston upadł. Ja także" - odpierał zarzuty Schumacher.

 

Stoicki spokój niemieckiego bramkarza w sytuacji, gdy staranowany przez niego rywal niemal umierał na jego polu karnym, jeszcze bardziej rozsierdził kibiców. Być może kłębiły się w nim jakieś uczucia, ale schował je bardzo głęboko pod przykrywką cynicznej pozy: ustawił piłkę na linii piątego metra i czekał na wznowienie gry przez arbitra. Holenderski sędzia Charles Corver nie pokazał mu za to zagranie kartki, więcej: nie odgwizdał nawet faulu niemieckiego bramkarza...

 

"Patrick leżał na murawie. Minąłem go i wróciłem do bramki. Powinieneś tam podejść - pomyślałem jeszcze, ale tam już stali rozwścieczeni i wygrażający mi Francuzi.  Jeśli tam podejdziesz, będzie murowana rozróba - pomyślałem z obawą. Żeby uniknąć otwartego konfliktu, zostałem po prostu w bramce. Zląkłem się tego, co mogłoby się stać. Atmosfera była naładowana, eksplozja wisiała w powietrzu" - usprawiedliwiał się Schumacher.

 

Po meczu bramkarz jeszcze zaognił sytuację, szybko podchwyconą przez media wypowiedzią. Gdy jeden z dziennikarzy zadał Schumacherowi pytanie, czy wie, że wybił rywalowi zęby, ten odparł: "Jestem gotów zafundować mu pierwszorzędne koronki..."

 

W tym samym czasie popełniono kolejny błąd, który można zapisać również na konto niemieckich działaczy. Otóż ani Schumacher, ani nikt z przedstawicieli reprezentacji RFN nie pomyślał o odwiedzinach u poszkodowanego rywala w szpitalu. To wszystko zaowocowało zmasowanym atakiem na niemieckiego piłkarza, zarówno ze strony mediów, jak i kibiców - również niemieckich. Schumacher był niemiłosiernie wygwizdywany na meczach Bundesligi, z trybun witały go transparenty w rodzaju:  "potwór z Sewilli", "esesman", "oprawca z Oświęcimia"; odbierał również anonimowe telefony i listy z pogróżkami, w których straszono go m.in. porwaniem dzieci, czy zamachem na jego życie.

 

"Francuzi zrobili ze mnie kogoś w rodzaju mini-Hitlera. Na każdym kroku przypominano mi okropności, jakich dopuszczali się Niemcy na Żydach, Polakach, Rosjanach czy Francuzach" - wspominał bramkarz.

 

Nic więc dziwnego, że jego agenci podjęli kroki, by nieco załagodzić negatywny obraz piłkarza w mediach. W końcu udało się doprowadzić do spotkania Schumachera z Battistonem, obaj panowie w blasku fleszy podali sobie dłonie, a przeprosiny niemieckiego bramkarza zostały przyjęte. To pozwoliło Schumacherowi przetrwać towarzyski mecz z Francuzami w Strasburgu w kwietniu 1984 i finały Euro 1984 rozgrywane we Francji, bez większych uszczypliwości ze strony tamtejszych kibiców.

 

Od zera do bohatera

 

Ci, którzy widzieli spotkanie w Sewilli muszą przyznać, że futbol bywa czasem niesprawiedliwy. Jak na ironię, to właśnie Schumacher - sprawca brutalnego faulu,  stał się głównym bohaterem półfinałowego boju Francji z Niemcami.

 

To był z pewnością jeden z najbardziej dramatycznych spektakli w historii mistrzostw świata. Francuzi grali z polotem i fantazją, stworzyli wiele sytuacji do strzelenia gola, ale mieli problemy ze skutecznością i brak szczęścia: w 90. minucie po strzale Manuela Amorosa piłka zatrzymała się na poprzeczce niemieckiej bramki. Byli też z minuty na minutę coraz bardziej zmęczeni, gdyż trener zastępując kontuzjowanego Battistona Christianem Lopezem, już w 60. minucie wyczerpał limit zmian. Niemcy obie zmiany w składzie zachowali na końcówkę meczu, co jak się później okazało, wywarło ogromny wpływ na losy tego starcia.

 

Po dziesięciu minutach dogrywki wydawało się, że jest już "pozamiatane". Najpierw Marius Trésor, a następnie Alain Giresse znaleźli drogę do niemieckiej bramki, Trójkolorowi prowadzili 3:1 i już witali się z gąską...

 

Niemcy mieli jednak asa w rękawie. W 96. minucie na boisku pojawił się walczący z urazem i daleki od formy Karl-Heinz Rummenigge i pokazał prawdziwy błysk geniuszu. Poderwał swą drużynę do walki, zdobył kontaktową bramkę, a później rozpoczął akcję, którą zakończył efektownym trafieniem przewrotką Klaus Fischer.

 

Wynik 3:3 po 120. minutach oznaczał pierwszy w historii mistrzostw świata konkurs rzutów karnych. W nich pierwszoplanową rolę odegrał właśnie Schumacher. Obronił strzały Didiera Sixa i Maxime Bossisa, torując swej drużynie drogę do wielkiego finału z Włochami. Pokonanym Francuzom pozostał do rozegrania mecz o III miejsce przeciwko Polsce...

 

***

 

Francja i Niemcy czterokrotnie grały ze sobą w meczach o stawkę, wszystkie cztery spotkania w finałach mistrzostw świata. Żadna z trzech pozostałych gier nie zbliżyła się poziomem dramaturgii do półfinału mundialu 1982 roku. Pierwsze starcie to mecz o III miejsce MŚ 1958 rozegrany na stadionie Ullevi w Göteborgu. Trójkolorowi osiągnęli wówczas swój pierwszy sukces. Pewnie wygrali z wciąż jeszcze aktualnymi mistrzami globu 6:3, a katem rywali okazał się zdobywca czterech bramek Just Fontaine, który z łączną liczbą 13. trafień zgarnął na tym turnieju koronę króla strzelców.

 

Cztery lata po pechowej porażce w Sewilli, Francuzi dostali szansę rewanżu. Stawką znów był finał mistrzostw świata. Tym razem jednak wielkich emocji nie było. W 9. minucie meczu na Estadio Jalisco w Guadalajarze piłkarze RFN wykonywali tuż przed linią pola karnego rywali rzut wolny, podyktowany po faulu... Patricka Battistona. Po krótkim rozegraniu Felixa Magatha, strzelił Andreas Brehme, a piłka po błędzie golkipera Trójkolorowych Joëla Batsa wtoczyła się do bramki. To trafienie przesądziło o przebiegu spotkania. Francuzi nie byli w stanie skutecznie odpowiedzieć, a podopieczni Franza Beckenbauera dobili rywali w ostatnich sekundach skuteczną kontrą zakończoną przez Rudi Völlera. Niemcy wygrali 2:0 i zameldowali się w finale mundialu 1986.

 

Ostatnie starcie w meczu o punkty to rozegrany na Maracanie w Rio de Janeiro ćwierćfinał mistrzostw świata w 2014 roku. Znów, jak w Meksyku, szybko zdobyta przez Niemców bramka ustawiła mecz. W 13. minucie Toni Kroos dośrodkował z rzutu wolnego, piłka trafiła na głowę Matsa Hummelsa, a następnie do bramki strzeżonej przez Hugo Llorisa. W dalszej części meczu, mimo prób Francuzów, podopieczni Joachima Löwa kontrolowali sytuację i dowieźli wynik 1:0 do końca.

 

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze