"Wynik ojca 17,53 to jest kosmos, a ja dzisiaj do niego się zbliżyłem. Jeszcze może nie tak bardzo, ale w historii tej konkurencji w kraju wysunąłem się na trzecią pozycję, tuż za Jacka Pastusińskiego. Jak się nadarzy okazja, to chciałbym odebrać ojcu rekord, bo i tak wszystko zostanie w rodzinie. Ale przede mną daleka jeszcze droga" – powiedział zawodnik MKS Aleksandrów Łódzki.

 

Przypomniał, że długo zmagał się z różnymi kontuzjami, miał też trzy operacje: stawu skokowego i prawego kolana w 2012 roku oraz więzadła rzepki w 2014.

 

"Z tych to powodów najpierw nie było mnie na scenie, a potem jak wchodziłem na nią byłem niezauważany. I nie mam tu pretensji do kogokolwiek, bo też i wyniki były mierne” – dodał syn Zdzisława, mistrza świata (Helsinki 1983) i rekordzisty Polski (17,53 w Madrycie 4 czerwca 1985).

 

Podopieczny Leszka Lipińskiego, który na treningi dojeżdża z Łodzi do Aleksandrowa, podkreślił, że na amsterdamski sukces składa się współpraca z wieloma osobami. Wcześniej jego szkoleniowcami byli: Sławomir Wąsowski, Roman Wszoła, Janusz Mastalerz, Dariusz Bontruk, Zdzisław Kokot oraz Anna Głowacka.

 

Wicemistrz Europy jest studentem ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim. Choć nauka i sport zajmują mu wiele czasu, to jednak ma on czas na hobby. Jego pasją są zwierzęta, a zwłaszcza jaszczurki.

 

„Hodowałem agamę brodatą, ale musiałem się jej pozbyć, kiedy zmieniłem mieszkanie na mniejsze. Gekon tajski zakończył niespodziewanie swój żywot. Teraz mam gekona lamparciego i kota ze schroniska” – wyliczył, dodając, że pod tym względem nie jest odosobniony w ekipie lekkoatletów, bo np. Paweł Wojciechowski jest pasjonatem ryb.