Brytyjczycy kochają sport. Nie muszą oklaskiwać swojego rodaka na najwyższym stopniu podium. Wyspiarzy raduje samo widowisko, rywalizacja, możliwość spędzenia czasu poza domem. W środę poprzedzającą Speedway Grand Prix w stolicy Walii rozdano 20 000 biletów dla wszystkich chętnych, którzy zapragnęli obejrzeć półfinał Euro z perspektywy trybun Pricipality Stadium. Mecz Walijczyków z Portugalczykami ogniskował uwagę wielu miłośników sportu. Co intrygujące, choć futbol przedostał się na szczyty popularności, w świadomości Wyspiarzy z okolic Swansea i Newport, rugby rządzi światem. Największą frekwencję na imprezie sportowej w Cardiff zanotowano podczas meczu rugbistów… Trudno sobie uzmysłowić takie tłumy w dobie wielkich telewizyjnych widowisk, ale 9 lutego 2008 roku podczas meczu rugby: Walia – Szkocja na trybunach stadionu w Cardiff zasiadło 74 576 widzów. Cacka architektoniczne wciśnięte w centrum miasta zbudowano wydatkując kwotę 121 milionów funtów, ale warto było. Dla takich cordoba backflip i kiss of death kręconych przez Norwega Andre Villę…

 

Freestyle Lindbaecka

 

Tom Pages, znakomity Francuz, zwycięzca Red Bull X – Fighters w Madrycie, nie mógłby wykonywać trików na Principality Stadium. Tom, ekspert od flair i bikeflipa reprezentuje wrogą puszkę, a myśli nie mogą wydostawać się spoza nieprzyjaznej bryły… Pages to gwiazda Red Bulla, a podczas Speedway GP energia ma płynąć z Monster Energy. Współczesna batalia producentów napojów jest równie brutalna jak walka żużlowców na pierwszym łuku…

 

Antonio Lindbaeck, który miał sporo szczęścia w życiu, bo zawędrował z brazylijskiej faweli na łagodne przedmieścia szwedzkiej Avesty, kocha freestyle w każdej odmianie. Na nartach, na motocyklu crossowym, w codziennym życiu… W maju podczas meczu ligowego w Grudziądzu, Antonio spotkał się z najlepszym polskim zawodnikiem w uroczej dyscyplinie pt. freestyle motocross – Arturem Puzio, ale chłopcy poruszali rozmaite wątki. Nie rozprawiali tylko o rulerze, shaolin, cliffhangerze… Toninho to człowiek głodny wrażeń, skrzyżowanie ADHD z wybiórczym sentymentalizmem, który potrzebuje ułożonych ludzi pokroju Mattias Fahlstrom umiejących skoordynować działania podczas zawodów o najwyższą stawkę. Antonio ma słabość do polskich majstrów, bo gdy zaczynał swoją przygodę z brytyjskim żużlem, korzystał z życiowej mądrości Przemysława Didłucha, zwanego w kręgach żużlowych jako Bimbo. Teraz Lindbaeck ma w swoim teamie zdolnego „mekaniker” jak mawiają Szwedzi: częstochowianina: pana „Szybkiego”. Pseudonim wziął się z nadmiernej dokładności polskiego mechanika. A dokładność oznacza wolniejsze tempo… Krzysztof Stempel odradzał Toninho eksperymenty ze sprzęgłem, Szwed się upierał i dopiero, gdy swoje wycierpiał, wrócił do pierwotnej myśli Polaka. Ot, cierp ciało coś chciało… Drugi klucz, czyli mekaniker nr 2, Szwed Jimmy Larsson, również pracuje w pocie czoła, ale to „Szybki” pełni rolę Adriana Newey w ekipie Lindbaecka. Ktoś kreśli na desce, ktoś inny wprawia śmiałą myśl w czyn i przekuwa w rzeczywistość.

 

Lindbaeck ma sporo sentymentu, bo to Piraci z Poole dali mu życie, umieścili w zespole, w którym szalał Tony Rickardsson, a więc Toninho miał możliwie najlepszy start do żużlowej kariery. Fakt, że wybierał optymalne ścieżki w Cardiff to konglomerat doświadczeń „Szybkiego”, który zjadł zęby na Wyspach pracując dla Davey Watta i wyciszenia. Rzadko familia i obecność najbliższych sprzyjają osiąganiu znakomitych rezultatów. Clinton Moore, australijski mistrz freestyle motocrossu, wraca na łono rodziny do stanu Queensland po wyczerpujących zawodach w Europie i USA. Jednak gdy opuszcza rampę i kręci body varial typu volt, małżonka i brzdące spędzają czas na farmie, a Clinton ma czystą głowę. Ilu żużlowców zabiera dyliżans pełen ruchomych rozrywek na prestiżowe zawody, traci energię na tysiące drobiazgów, a stając pod taśmą nie ma miejsca na rozproszenie uwagi. Tony Rickardsson, który 11 czerwca 2005 roku dał popis umiejętności przejeżdżając po beczce śmierci w Cardiff obok Jarka Hampela, potrafił po mistrzowsku odgrodzić życie prywatne i taniec od profesjonalnych obowiązków. Sześć tytułów mistrza świata nie wzięło się znikąd…

 

Czekając na Harrisa

 

Tata Bartka Zmarzlika kocha motocykle, umie zatroszczyć się o syna, wprowadza niezbędny spokój do zwariowanego żużlowego cyrku. W teamie rodowitego szczecinianina jest miejsce na niedzielną mszę świętą, posiłek, rozmowę o Moto GP czy motocrossie, a także o słonecznej Italii... Wędrówka myśli… Zmarzlik wychował się na mini torach, przesiąknął miłością do wszelakich form sportów motorowych, marzył o chwilach zachwytu jakich w Cardiff doświadczył trzykrotny indywidualny mistrz świata: Jason Crump, a przygodę z Anglią miał przedziwną. Posmakował Wysp w śladowych ilościach, bo w chwili, gdy Bartek uzyskał wszystkie niezbędne dokumenty (pozwolenie na pracę, kontrakt), to ekipa Grahama Drury zwinęła manatki. Epizod w Birmingham Brummies nie pozwolił Bartkowi zrozumieć specyfiki brytyjskiego speedwaya, bo klub zawiesił działalność, gdy Zmarzlik dosłownie liznął nawierzchnię przy Perry Barr. Co intrygujące, indywidualny mistrz świata juniorów z 2015 roku, choć nie posiada bogatego wachlarza doświadczeń z anglosaskich torów, umie słuchać i wyciągać wnioski. Walczył jak lew o trzecie miejsce w finale, nękał atakami Grega Hancocka, lidera klasyfikacji Speedway Grand Prix i dopiął swego. Miejsce na podium w Cardiff, miniaturze legendarnego Wembley, smakuje wyjątkowo. Wrzawa i uroczy, niepowtarzalny rwetes rozpętany przez brytyjskich miłośników sportów motorowych, dają poczucie nieśmiertelności każdemu zawodnikowi, który mierzy się z magią Principality Stadium.

 

Phil Crump, który najpiękniej na świecie przemierzał wiraże toru w Mildura, gościł podczas GP Wielkiej Brytanii w Cardiff. Phil, brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata w 1976 roku ze Stadionu Śląskiego pamięta chwile chwały jakie przeżywał oglądając triumf syna Jasona w walijskiej stolicy. Trzy zwycięstwa w Cardiff (2006, 2008, 2009), a ponadto magiczne triumfy na Hackney Stadium w 1996 roku czy na Brandon Stadium w Coventry w 1998 roku… Crumpie był wybitnym fachowcem, ale nawet tak wielki mistrz oglądał plecy Chrisa Harrisa w finale GP Wielkiej Brytanii w 2007 roku. Brytyjczycy tęsknią za tym wyścigiem, a Emily Louise, partnerka Bombera, zna na pamięć każdy manewr Chrisa w tym wyścigu. Leigh Adams w czerwonym kasku, Greg Hancock w białym, Jason Crump w żółtym i Chris Harris w niebieskim... I Lewis Hamilton oglądający ten wyścig z perspektywy monitora na padoku w Silverstone…

 

Brytyjczycy zakochani w beczce metanolu wiedzą i pamiętają, że od 2007 roku żaden zawodnik rodem ze Zjednoczonego Królestwa nie wygrał GP w Cardiff. Tai Woffinden, obrońca tytułu, walczył o każdy cal toru, ale przegrał czystą walkę z Toninho. Bardzo kreatywną jazdę zaprezentował mistrz Wielkiej Brytanii, Daniel King, który zdobył siedem oczek…

 

A najpiękniejszym preludium do sobotnich zawodów w Cardiff była inicjatywa floor managera Sky Sports, niegdyś znakomitego mechanika Larry’ego Rossa, Steve Brandona. 29 czerwca o 10 rano Brando i jego syn Jack, wyruszyli ze stadionu Adrian Flux w King’s Lynn na wyjątkową pielgrzymkę. Przez 10 dni pokonali dystans 200 mil i zameldowali się o 10 rano w Cardiff w przeddzień GP. Z Saddlebow Road do centrum walijskiej stolicy… Brando zatytułował tą akcję „Walk for Darcy”. To element pomocy dla Warda, żużlowego geniusza przykutego do wózka inwalidzkiego po wypadku w Zielonej Górze. Darcy jeździł dla drużyny z King’s Lynn. Adrian Flux to sponsor GP Wielkiej Brytanii. Ostatnie mile wspólnie z kibicami przemierzyli: Alun Rossiter (menedżer reprezentacji Wielkiej Brytanii), Gary Havelock (mistrz świata z 1992 roku), Neil Middleditch (przyjaciel Darcy’ego i menedżer Poole Pirates), Greg Hancock (mistrz świata 1997, 2011, 2014), Chris Holder (mistrz świata 2012) i Mark Lemon (menedżer reprezentacji Australii). Podczas marszu zebrano 12 906 funtów na rehabilitację Darcy’ego, który niebawem zjawi się w Europie. Grand Prix zapada w sen nocy letniej, a na scenę wkracza Drużynowy Puchar Świata. Darcy będzie wspierał Australijczyków z parku maszyn… A marsz Steve’a Brandona i jego syna Jacka to najcudniejsze co człowiek może uczynić dla drugiego człowieka, czyż nie tak?