Pierwszą część spotkania przy Łazienkowskiej aktywniej rozpoczęli piłkarze Śląska. Kilka dośrodkowań od Alvarinho oraz świetne podanie Łukasza Madeja do Mariusza Idzika dały do zrozumienia legionistom, że goście przyjechali tu po trzy punkty. Zawodnicy z Wrocławia od początku starali się również stosować wysoki pressing, co nie było w smak piłkarzom Legii.

 

Po dwóch próbach z dystansu w wykonaniu Nejmanji Nikolicia, pierwszą okazję po której kibice na stadionie mogli podnieść się z krzesełek stworzył Aleksandar Prijović. W 17. minucie przejął piłkę od Piotra Celebana i mimo, iż narobił Mariuszowi Pawełkowi strachu, a kibicom nadziei, piłka przeleciała obok słupka.

 

Okazję na pokonanie bramkarza Prijović miał także 15 minut później, gdy niecelnie uderzył piłkę głową po świetnym dośrodkowaniu posłanym przez Bartosza Bereszyńskiego. Po stronie gości zdecydowanie najgroźniejszą sytuację stworzył Filipe Goncalves, jednak uderzona przez niego z dystansu piłka przeleciała obok słupka bramki Arkadiusza Malarza.

 

Mimo, iż po pierwszych 45 minutach legioniści prowadzili w statystyce strzałów 8-2, to dobre ustawienie Śląska sprawiło, że ich gra podporządkowana była gościom. Gospodarze mieli trudności z podejściem nieco wyżej i swoich szans upatrywali w stałych fragmentach lub strzałach z dystansu. Piłkarzy obu ekip należy pochwalić za szybkie tempo, natomiast bardzo raziły niecelne zagrania i straty piłek.

 

Na początku drugiej połowy mogło się wydawać, że to mistrzom Polski bardziej zależy na komplecie punktów. Przez większość czasu akcja rozgrywała się na połowie Śląska, a najefektywniejszą sytuację w 62. minucie stworzyli Prijović z Nikoliciem, jednak piłka wylądowała wprost w rękach Pawełka.

 

Dopiero w 69. minucie w końcu do głosu doszli goście – w ciągu minuty sytuacje po których Śląsk mógł wyjść na prowadzenie stworzyli Alvarinho oraz Goncalves.

 

W 75. minucie na boisku pojawił się Jakub Kosecki, który w 83. minucie obdarował świetnym podaniem Nikolicia, a w 85. Michała Kucharyczka. W międzyczasie Legia zmarnowała jeszcze stuprocentową sytuację - po perfekcyjnym dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego w słupek trafił Nikolić.

 

Na cztery minuty przed końcem stuprocentowej okazji nie wykorzystał z kolei Śląsk. Po zagraniu Ryoty Morioki oko w oko z Malarzem stanął Grajciar, ale bramkarz legionistów okazał się w tym starciu lepszy od rywala.

 

Podsumowując, możemy przyznać, że obie ekipy zagrały na podobnym poziomie. Pomimo licznie stwarzanych sytuacji skuteczność i wykończenie akcji pozostawiało wiele do życzenia. Legia postawiła wielki znak zapytania przed spotkaniem z Trenczynem, natomiast Śląsk wyjeżdża z Warszawy zapewne zadowolony, choć z poczuciem, że nikt nie byłby zdziwiony, gdyby wywiózł trzy punkty.

 

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 0:0

 

Żółta kartka: Bartosz Bereszyński - Adam Kokoszka.

 

Legia Warszawa: Arkadiusz Malarz - Bartosz Bereszyński, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Adam Hlousek (45. Tomasz Brzyski) - Kasper Hamalainen (74. Jakub Kosecki), Tomasz Jodłowiec, Michał Kopczyński, Thibault Moulin (58. Michał Kucharczyk), Aleksandar Prijovic - Nemanja Nikolic.

 

Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek - Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Lasza Dwali, Augusto - Łukasz Madej (76. Peter Grajciar), Filipe Goncalves, Adam Kokoszka, Ryota Morioka, Alvarinho - Mariusz Idzik (46. Kamil Biliński).

 

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 12 179.

 

W środę Legia Warszawa w ramach kwalifikacji do Ligi Mistrzów zmierzy się z drużyną  AS Trenczyn. Transmisja na sportowych antenach Polsatu.