Czego jesteś najbardziej ciekaw na miejscu w Rio de Janeiro i wiosce olimpijskiej?

 

Mateusz Mika: Pozasportowa ciekawość schodzi na drugi plan – jedziemy tam w określonym celu. Nie chcielibyśmy wrócić i mówić, że liczy się sam udział.

 

Od strony psychicznej przygotowujecie się na turniej w jakiś szczególny sposób?

 

Tak, siedzimy wieczorami w kółku i trzymamy się za ręce.

 

OK. A poważnie?

 

Każdy radzi sobie z tym na swój sposób. Mogę mówić za siebie, nie wiem co dzieje się w głowach chłopaków. Nie ma się co przejmować na zapas. Mamy wyjść na boisko i zagrać swoje mecze. Z opowieści starszych chłopaków, którzy byli już na igrzyskach wiemy, że mogą być problemy z różnymi logistycznymi sprawami i może wyglądać to inaczej niż na „normalnych” turniejach, w których braliśmy udział, ale co ma być to będzie i nie ma sensu się tym przejmować. Boisko jest takie samo dla obydwu zespołów.

 

Masz swój własny sposób na odstresowanie się - gry czy coś podobnego?

 

Akurat żadnych gier do Rio nie zabieram – nie biorę nawet komputera. Będę miał książki, może jakąś w końcu przeczytam. Będę się starał zająć jakoś wolny czas, ale pewnie i tak nie będzie go za dużo. A ze stresem zawsze jakoś dawałem sobie radę.

 

Masz swoje oczekiwana co do atmosfery na hali, po dość świeżym doświadczeniu z zeszłego roku?

 

Nie wiem jak będzie wyglądało zainteresowanie podczas meczów bez udziału Brazylii. Jeśli trafimy na Brazylię, to jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do gry przy pełnych halach i każdy z nas chyba woli grać na hali, gdzie na trybunach coś się dzieje, nie ma sennej atmosfery.

 

A specyfika tej konkretnej hali pod względem samej gry?

 

Z tego co pamiętam było tam całkiem w porządku. Jeśli mamy już mieć jakieś zarzuty do hal, to dotyczą one zazwyczaj oświetlenia, a ono też było OK. Myślę, że wszystkim będzie się grało dobrze.