Aleksandra Szutenberg: Kanadyjczyk, wicemistrz Europy, piąty zawodnik mistrzostw świata i... brylant. Skąd wzięła się ta ksywa? Czy jest nadal aktualna?

 

Tomasz Kaczor: Nie, nie jest już aktualna. Rzeczywiście, gdy przechodziłem do kadry seniorów był to okres kiedy wszystko się świeciło. Zegarki świecące, bluzki z jakimiś cekinami, a wszystko przyszło do nas ze Stanów Zjednoczonych. Szedłem z tym duchem mody i dlatego chłopaki zaczęli się śmiać, że jestem brylant.

 

Czyli już żadnych świecidełek nie nosisz?

 

Nie, już nie noszę. Oprócz jednej na ręce, którą jest obrączka. To jedyne świecidełko.

 

Przejdźmy już do sportowych tematów. Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro będą Twoimi drugimi w karierze. Co zmieniło się przez ostatnie cztery lata?

 

Niemal wszystko. Zupełnie inaczej podchodzę do tych igrzysk. Wiem jak to smakuje, wiem jak to wszystko się odbywa, jaki jest doping. Na co dzień w kajakarstwie nie ma takiego wsparcia ze strony kibiców. Natomiast na igrzyskach jest zupełnie inaczej, gdy prawie 100 czy 200 tysięcy ludzi siedzi na trybunach i już od 500 metrów do mety dopinguje zawodników. Inna procedura zejścia na wodę, inne procedury zważenia kajaków. Na dziś jestem już na to wszystko przygotowany, głowa jest spokojna. Jadę po prostu po swoje, jadę walczyć o jak największe cele.

 

Korzystasz z pomocy trenera mentalnego?

 

Nie, ale byłem na kursie metody Silvy w sporcie, która przyniosła mi sporo korzyści. Jest to praca indywidualna, z samym sobą, ze swoim nastawieniem. Wygląda podobnie do pracy z trenerem mentalnym. W trakcie kursu zrobiłem sporo notatek jak powinno to wyglądać, jak się  motywować, wizualizować i zgodnie z tym pracuję nad sobą.

 

Kto poza Tobą samym motywuje Cię?

 

Chyba mój syn półroczny. Co prawda, nie wie jeszcze o co chodzi, ale czuję, że jest moim największym kibicem. Oprócz niego jeszcze żona, mama, cała moja rodzina bardzo mnie wspiera. Jednak moim motorem, który wierzy we mnie, dopinguje mnie, wie kiedy jest źle, kiedy jest dobrze, jest moim dobrym duchem, jest trener Darek Bresiński. Traktuję go jak najlepszego przyjaciela, jest jak ojciec za co jestem mu bardzo wdzięczny.