W Rio de Janeiro 12-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych miał nadzieję zdobyć pierwszy złoty medal olimpijski. Na razie ma w dorobku jedynie brąz wywalczony w Pekinie w 2008 roku. Cztery lata później w Londynie zajął czwarte miejsce, a spotkanie o brąz przegrał z... del Potro.

 

W niedzielę po porażce z tym rywalem 6:7 (4-7), 6:7 (2-7) opuszczał kort ze łzami w oczach.

 

"To jedna z najbardziej dotkliwych porażek w karierze. Trudno się z tym pogodzić. Nie pierwszy raz przegrałem mecz, ale ten turniej jest wyjątkowy. Del Potro był lepszy. Gdy toczyliśmy walkę o ważne punkty, grał niesamowicie. Należą mu się gratulacje" - przyznał najwyżej rozstawiony w Rio Serb, który przegrał w tym roku dopiero piąty raz.

 

"To ogromne rozczarowanie dla mnie. Ale jako jego przyjaciel cieszę się z jego sukcesu, tym bardziej biorąc pod uwagę, ile ostatnio przeszedł" - powiedział o rywalu, który dopiero wraca do najwyższej dyspozycji po długotrwałych kontuzjach i łącznie trzech operacjach obu nadgarstków.

 

Po zakończeniu spotkania obaj tenisiści przytulili się do siebie, obaj też nie zdołali pohamować łez. Zarówno sama gra, jak i emocjonalne reakcje, wywoływały euforię na trybunach. Kibice nagradzali gromkim aplauzem obu zawodników.

 

"Rzadko doświadczałem takiej atmosfery. Czułem się, jakbym grał w swoim kraju. Dziękuję za to" - dodał Djokovic.

 

Del Potro w kolejnej rundzie zmierzy się z Portugalczykiem Joao Sousą. Djokovic ma z kolei jeszcze szansę na medal w deblu.