"Tak bardzo byłem +nakręcony+ i podekscytowany, gdy widziałem, że Caeleb Dressel (płynący na pierwszej zmianie w ekipie USA) zbliża się. Dobrze wyszedł mi start. Chciałem pobić wszystkich i wypracować jak największą przewagę. Publiczność szalała. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej byłem świadkiem czegoś takiego" - relacjonował Phelps.

 

Phelps płynął na drugiej zmianie. Po pierwszej Amerykanie przegrywali z Francuzami, ale podopieczny trenera Boba Bowmana z nawiązką odrobił stratę. Później Ryan Held i Nathan Adrian nie dali sobie odebrać prowadzenia.

 

"Młodsi z kolegów zaczęli płakać i mi też się udzieliło wzruszenie" - przyznał Phelps. Z trybun dopingowała go m.in. narzeczona i trzymiesięczny syn.

 

31-letni pływak był zadowolony nie tylko z 19. w karierze olimpijskiego złota, ale i czasu, jaki uzyskał w niedzielę. Był to jego najszybszy występ w sztafecie.

 

"Mam nadzieję, że to dobry znak. Choć to okaże się w ciągu najbliższych dni" - zastrzegł z uśmiechem.

 

Phelps do historii przeszedł zdobywając osiem złotych medali podczas igrzysk w Pekinie osiem lat temu. Cztery lata wcześniej w Atenach sześciokrotnie stał na najwyższym stopniu podium, a w 2012 roku w Londynie czterokrotnie.

 

Po brytyjskich igrzyskach zakończył karierę, ale po niespełna dwóch latach sportowej emerytury zmienił decyzję i wrócił do treningów. W Rio wystartuje na pewno w jeszcze trzech konkurencjach indywidualnych. W programie pozostały także dwie sztafety.

 

"To fajne uczucie - zawiesić taki krążek na szyi po ostatniej w karierze sztafecie 4x100 m st. dowolnym. Dobrze jest wrócić" - przyznał po niedzielnych zmaganiach.

 

Jest najbardziej utytułowanym olimpijczykiem w historii. Łącznie ma 23 krążki, a jego dorobek uzupełniają po dwa medale srebrne i brązowe