Dyrektor sportowy PZKOL: Majka to dopiero początek, kolarstwo będzie sukcesem

Inne

W Polsce zarejestrowanych jest 3,5 tys. kolarzy. Niby niewielu, jeśli spojrzeć na 100 tys. Brytyjczyków z licencjami, ale tym bardziej należy docenić pracę trenerów w klubach, czy szkoleniowców kadr narodowych. To my zdobywamy medale, a nie oni – mówi Andrzej Piątek, dyrektor sportowy Polskiego Związku Kolarskiego, i zastanawia się, jak medal na igrzyskach Rafała Majki może wywołać modę na kolarstwo.

Medal Rafała Majki był medalem zaplanowanym.

 

Andrzej Piątek: Wysłaliśmy do Rio najliczniejszą w historii reprezentację kolarską, składającą się z 18 zawodników. To nie jest tylko liczna, ale i jakościowo bardzo dobra ekipa. Przede wszystkim liczymy na dużo więcej niż w Londynie, gdzie mieliśmy mieć z szansami na medal, bo z powodu kontuzji nawet nie mieliśmy, Maję Włoszczowską. Skończyło się na jednym miejscu w ósemce Oli Dawidowicz w MTB. W tej chwili liczymy na pięć-sześć miejsc w ósemce, a jeśli wyjdzie z tego jeden medal, będzie świetnie. Już pierwszego dnia ten medal zapewnił nam Rafał Majka, dzień później Katarzyna Niewiadoma dołożyła szóste miejsce w wyścigu szosowym ze startu wspólnego.

 

Medal Rafała, jestem o tym przekonany, da kopa pozostałym reprezentantom. Nie tylko kolarzom, przedstawicielom innych dyscyplin również. Wciąż jednak czekamy w kolarstwie na złoto. Mamy w historii dziesięć medali, sześć srebrnych i cztery brązowe, wszystko wskazuje na to, że mistrzostwo olimpijskie jest kwestią czasu.

 

Śledziłem media społecznościowe podczas sobotniego wyścigu mężczyzn. Rafał Majka odjechał rywalom, nie utrzymał przewagi nad Belgiem i Duńczykiem i już nie brakowało takich, którzy kręcili nosem, że to tylko trzecie miejsce. Może trzeba dobitnie tłumaczyć, że po Mieczysławie Nowickim, który w Montrealu wywalczył brąz, i Czesławie Langu, który w Moskwie był drugi, to trzecie najważniejsze olimpijskie indywidualne osiągnięcie polskiego kolarza w historii.

 

Kolarstwo ma 18 konkurencji olimpijskich, a jak już mówiłem, to dopiero 10 medal w historii Polski na igrzyskach. To potwierdzenie, jak bardzo w górę idzie u nas ta dyscyplina. W 2013 r. w imprezach rangi mistrzostw świata i Europy mieliśmy siedem medal, rok później – 17, dwa lata później – 31. Obecnie mamy połowę sezonu, odbyły się trzy imprezy mistrzowskie, a Rafał wywalczył 23 krążek. To potwierdzenie tendencji, dobrze wykonywanej pracy nie tylko w związku, bo my jedynie nakreśliliśmy strategię polskiego kolarstwa, ale i całego środowiska. Postawiliśmy na edukację trenerów, mamy świetnych fachowców zdolnych wyławiać talenty. Weźmy Zbyszka Klęka z Krakusa Swoszowice, skąd wywodzą się przecież Rafał Majka i Kasia Niewiadoma. Mamy takie ośrodki jak Oława, gdzie zaczynał Maciej Bodnar, Toruń, gdzie zaczynali jeździć Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś.

 

Zarejestrowanych jest 3,5 tys. kolarzy. Niby niewielu, jeśli spojrzeć na 100 tys. Brytyjczyków z licencjami, ale tym bardziej należy docenić pracę trenerów w klubach, czy szkoleniowców kadr narodowych. To my zdobywamy medale, a nie oni.

 

Możemy doczekać się sytuacji, kiedy na igrzyskach będziemy mówić o kilku szansach na złoto lub choćby medal?

 

Sądzę, że tak. Nie pamiętam dotąd tak komfortowej dla nas sytuacji. Przez lata polskie kolarstwo stało MTB, zmieniło się wszystko trzy-cztery lata temu. Sukcesy Rafała Majki czy wcześniej Michała Kwiatkowskiego być może nie są jeszcze efektem dobrze opracowanej strategii polskiego kolarstwa, bo przecież po skończeniu szkół mistrzostwa sportowego w Świdnicy i Toruniu poszli sobie w świat jako młodzieżowcy, szlifowały ich grupy zawodowe. Jednak cała młodzież, która zdobywa medale w mistrzostwach na torze – mieliśmy ich 18, co jest rekordem – to już efekt wdrożonego przez nas planu. Wpierw selekcji, bo na początku wybieramy najlepsze, najbardziej wytrzymałe organizmy w ramach ministerialnego programu identyfikacji talentów. Co roku jesienią badamy około 140 zawodników, umówmy się, nie każdy może być mistrzem olimpijskim. Później otaczamy ich należytą opieką, zajmują się nimi fachowcy z całym sztabem naukowców z instytutu sportu, następnie podnosimy ich poziom. Jeśli coś stoi na przeszkodzie, to pieniądze. Nigdy nie było ich za dużo. Mam nadzieję, że po igrzyskach w Rio, a w przygotowaniu do Tokio warunki będą jeszcze lepsze. Pokazaliśmy, że wiemy, jak wychowywać mistrzów. I tych mniejszych, i tych dużych, czego przykładem jest Rafał Majka. Zresztą poczekajmy na torowców, którzy na igrzyskach mogą wiele. Mamy przecież w kadrze zawodnika, który wygrał klasyfikację generalną Pucharu Świata. Jest też Maja Włoszczowska.

 

Wracając do naszej strategii, jej największe efekty przyjdą na igrzyskach w Tokio. Pisząc ją, wzorowałem się na programie przygotowanym przez Brytyjczyków. Po co wyważać otwarte drzwi, tym bardziej że założenia swojego planu opublikowali na swojej stronie internetowej. Są w niej cztery poziomy szkolenia. Uruchomiliśmy pierwszy z nich, czyli szkółki kolarskie, mamy ich około 170, w których ćwiczy od 15 do 20 zawodników. Działają one na zasadzie dawnych SKS, przychodzą uczniowie klas 4, 5, 6 w podstawówkach i po lekcjach jeżdżą na rowerze dwa razy w tygodniu, a zimą wykonują inne ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zajęcia te prowadzą przeszkoleni specjalnie nauczyciele wf.

 

Drugi poziom to ośrodki przygotowania sportowego młodzieży. Z założenia oparte są o gimnazja i licea. Docelowo tych ośrodków ma być osiem, najzdolniejsi ze szkółek kończąc podstawówkę przechodzą właśnie to takiego ośrodka. Są rozdzielone geograficznie, jeden na dwa województwa. Mają w nich pracować najlepsi fachowcy w regionie, mają edukować najlepszą kolarską młodzież, nie tylko sportowo, ale i intelektualnie.

 

Trzeci poziom do kadry narodowe juniorów i młodzieżowe, czwarty poziom to kadry olimpijskie, podobnie jak u Brytyjczyków. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach, monitorowanie procesu szkoleniowiec, odpowiednio dobierane obciążenie indywidualne są najważniejsze. Zawodnik do mistrzostwa nie może dochodzić sam, dlatego staram się, by miał wokół siebie jak najlepszych fachowców.

 

Ile w kolarstwie to predyspozycje, talent, odpowiedni trening, a ile to głowa, z której bierze się charakter mistrza?

 

Głowa jest ważna, ale kolarstwo to dyscyplina wybitnie wytrzymałościowa. Trzeba się z tym urodzić, parametry te można poprawić jedynie o kilka procent. Nawet gdyby zaaplikować katorżniczy trening, o 100 proc. parametry nie wzrosną.

 

Teraz o głowę. Zostając dyrektorem w Polskim Związku Kolarskim kilka lat temu uderzyło mnie, jak trenerzy i zawodnicy podchodzą do swoich startów. Do poczucia satysfakcji wystarczało im to, że są pierwsi z Polaków. Byłem zszokowany, bo zawsze przygotowywałem swoich zawodników do zdobycia olimpijskiego złota, a po drodze medali rangi mistrzostw świata i Europy. Mistrzostwa Polski brało się z marszu. Dlatego mocno pracuję nad tym, by zmieniać mentalność naszych trenerów. Te zmiany widać jak na dłoni u polskich kolarzy – czy to na szosie, czy na torze. Obecnie zajmują drugie miejsce, schodzą z toru i rzucają rowerami ze złości. Pytam, co się dzieje, drugie miejsce też jest OK, a oni mi na to: sam pan mówił, że drugi na mecie to pierwszy przegrany. Faktycznie, tak wszystkim mówiłem…

 

Rafał i Michał w sobotę, współpracując dzielnie mimo skurczów, potwornego zmęczenia, osiągnęli cel dzięki głowie. Ich determinacja była niemierzalna. Dlatego jestem pewien, że nikt, kto z naszej kadry przyjechał na igrzyska, nie przyjechał po to, by wziąć udział. Przyjechał po to, by wygrać.

 

Kolarstwo w wydaniu reprezentacyjnej jest specyficzne w porównaniu z innymi dyscyplinami. Trener kadry jest właściwie selekcjonerem, on dobiera taktykę, bo przecież nie przygotuje zawodnika do startu.

 

Rolą trenera kadry na szosie w elicie jest być selekcjonerem. Piotrek Wadecki ma zawodników, którzy ścigają się w zagranicznych grupach zawodowych. Wybrać odpowiednich kolarzy, wskazać lider i dobrać taktykę – to jego główne zadania. Przy czym selekcjoner ustala to wszystko w porozumieniu z zawodnikami, musi być między nimi consensus. Pogodzenie ambicji, taktyka pod trasę determinują wybory personalne. W sobotę Michał Kwiatkowski zdecydował się pomagać Rafałowi Majce, tak to było ustalone i zrealizowane. Na mistrzostwach świata było odwrotnie, kiedy Rafał czuł się w obowiązku pomagać Michałowi w obronie tęczowej koszulki mistrza. Kolarstwo wymaga, że w 48 godzin trzeba przestawić się z lidera w pomocnika. Lub odwrotnie. W przypadku reprezentacji Polski kluczem jest współpracująca ze sobą drużyna. Tego nie mają inni.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze