Podopieczni Tałanta Dujszebajewa najpierw przegrali z gospodarzami igrzysk Brazylijczykami, a we wtorek musieli uznać wyższość mistrzów Europy Niemców. "Spodziewałem się, że łatwo w tych zawodach nie będzie, ale myślałem, że z Brazylią wygramy. Takie dobre otwarcie jest bardzo ważne. Niemcy moim zdaniem byli faworytem. Są na fali, mają zespół dość młody, a jednocześnie już doświadczony" - zauważył Tłuczyński mieszkający i pracujący w Lubece.

 

Jego zdaniem w polskiej drużynie zabrakło na boisku "dyrygenta" na rozegraniu. "Na pewno chłopaki są w trudnej psychicznie sytuacji, bo każdy z nich oczekiwał innego startu w turnieju. Teraz już nie ma możliwości porażek, trzeba wygrywać. Nie raz jednak pokazaliśmy, że potrafimy wychodzić z wielkich opresji. Mam nadzieję, że i tym razem będzie podobnie" - zaznaczył.

 

Dodał, że liczy się wyjście z grupy, niezależnie z jakiego miejsca. "Nie ma co patrzeć na potencjalnego rywala w kolejnej fazie. Bo polski zespół ma taki potencjał, że jest w stanie wygrać z każdym. Szanse w ćwierćfinale niezależnie od przeciwnika będą wynosiły 50/50" - powiedział srebrny i brązowy medalista mistrzostw świata, zajmujący się obecnie m.in. szkoleniem młodzieży.

 

Przyznał, że w Niemczech nie czuć w mediach wielkiego ciśnienia na reprezentację szczypiornistów.

 

"Jest raczej cicho. Ale podobnie było, kiedy jechali na mistrzostwa Europy. Mieli wyjść z grupy, zdobyli złoty medal. Teraz też mogą zajść daleko" - podkreślił.

 

Komentując dość często stosowane na igrzyskach wycofywanie bramkarzy zauważył, że - przynajmniej na razie - nie widać wielkich korzyści dla drużyn atakujących.

 

"Przytrafiają się straty piłki, a na tym poziomie zawodnicy naprawdę bez problemu są w stanie trafić nawet przez całe boisko do pustej bramki" - stwierdził były reprezentant Polski wracający do pełni zdrowia po grudniowej operacji więzadeł krzyżowych.

 

"Wszystko idzie dobrze. Mam niemal 38 lat, ale myślę, że będę jeszcze w stanie sobie pograć" - zakończył.