„Taka sama sytuacja była w kobiecej kuli dzień wcześniej. W ostatniej kolejce się wszystko odwróciło. Nie pierwszy raz się tak zdarzyło” – zaznaczył Majewski, który konkurs swojego przyjaciela oglądał z trybun. Małachowski często do niego podchodził.

 

„W takich sytuacjach człowiek się nie radzi, tylko musi pogadać, złapać inne spojrzenie. Wszystko było dobrze. Piotr prowadził. Zabrakło jednego naprawdę bardzo dobrego rzutu, który by trafił. Czasami jak tak jest daleko, ale równo i człowiek prowadzi to cię uśpi. I tu nagle wszyscy się rozkręcili. Ale tak jest w sporcie. Trzeba walczyć do końca” – podkreślił zawodnik warszawskiego AWF.

 

Pochwalił także postawę Niemca Christopha Hartinga, który właśnie w ostatniej kolejce uzyskał wynik 68,37 i przeskoczył Małachowskiego - 67,55.

 

„Harting sobie poradził. Przerzucili go, był nagle czwarty, trafił jeden rzut, świetnie go ułożył, poleciało 68. Przy tym wszystkim jest duży poziom stresu i Piotrkowi się nie udało” - podsumował.

 

Majewski przyznał, że Małachowski przyjechał do Rio z jasnym celem wywalczenia złotego krążka.

 

„Jest mistrzem świata, Europy, miał najlepszy tegoroczny wynik na świecie. Celował w złoto. Drugi przecież już był w Pekinie. Stracił swoją szansę na złoto w Londynie łapiąc kontuzję, z kolei tu szedł na pierwsze miejsce i na pewno było ono w jego zasięgu. Szkoda, że się nie udało” – powiedział.

 

On sam ma jeszcze sześć dni do startu.

 

„Czuję się dobrze. Jest trochę bałaganu, ale jest coraz lepiej. Cieszę się, że ludzie przyszli na stadion i to zaczyna przypominać igrzyska. Organizacyjnie są wpadki. Nie ma cudów. Ale atmosfera jest bardzo fajna. Ludzie się bawią. To będą dobre igrzyska w lekkoatletyce. Padł już rekord świata, będzie jeszcze z jeden lub dwa” - ocenił.

 

To ostatni sezon Majewskiego w karierze. W ostatnich dwóch edycjach igrzysk – w Pekinie i Londynie – sięgał po złoto. Teraz nie jest jednak faworytem.