Pochodzący z Leszna napastnik swoją piłkarską karierę rozpoczynał w Varsowii Warszawa. Nazywany pieszczotliwie „Bobkiem”, w pierwszych latach przygody z piłką nie imponował posturą, jednak swoje braki nadrabiał niesamowitą ambicją. Napastnik nie załamał się nawet wtedy, gdy został wyrzucony z rezerw warszawskiej Legii. „Sprzedajcie Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę” – stwierdził swego czasu ówczesny dyrektor sportowy mistrza Polski Mirosław Trzeciak.


Swoją karierę odbudował dopiero w Zniczu Pruszków w barwach którego został królem strzelców trzeciej i drugiej ligi. Po bramkostrzelnego napastnika zgłosił się w końcu Lech Poznań, choć początkowo obiekcje miał mieć trener Kolejorza Franciszek Smuda. „Ty mi powinieneś za paliwo oddać, że w ogóle przyjechałem oglądać to drewno” – miał powiedzieć do szefa skautingu Andrzeja Czyżniewskiego były selekcjoner. Ostatecznie Lewandowski w Poznaniu spędził jeden sezon podczas którego został królem strzelców Ekstraklasy i zdobył mistrzostwo Polski.

 

Po bardzo udanej przygodzie w Lechu, Polak mógł przebierać w ofertach. „Lewy” był bardzo bliski podpisania kontraktu w Blackburn, jednak w finalizacji przeszkodziła… erupcja wulkanu na Islandii. „Mieliśmy wystarczająco pieniędzy, by go kupić. Wybuchł jednak wulkan i mój lot został odwołany. Dzień później Lewandowski zdecydował się na Borussię Dortmund” – wspominał po latach ówczesny manager angielskiego zespołu Sam Allardyce.

 

Kariera reprezentanta Polski w Borussii to pasmo nieustających sukcesów. Mistrzostwo Niemiec, Puchar Niemiec, finał Ligi Mistrzów, a w końcu zdobycie tytułu króla strzelców Bundesligi. Podczas pobytu w BVB Lewandowski gra też najlepszy mecz w swojej karierze i jeden z najlepszych w historii Ligi Mistrzów. Polak strzela cztery gole i niemal w pojedynkę przerywa sen Realu Madryt o zdobyciu dziesiątego Pucharu Europy. Zaraz po tym meczu Królewscy rozpoczynają starania o polskiego napastnika, jednak ten zdecydował się na pozostanie w Niemczech i dołączenie do Bayernu Monachium.

 

W barwach Bawarczyków Lewandowski po raz kolejny został królem strzelców, a także dwukrotnie zdobył mistrzostwo Bundesligi. Do historii zapisał się jednak przede wszystkim meczem z VfL Wolfsburg. Polak wszedł na boisko w przerwie i zdołał zdobyć pięć bramek w odstępie 9. minut dzięki czemu trafił do… Księgi rekordów Guinnessa. Między innymi dzięki temu wyczynowi zajął czwarte miejsce w plebiscycie na Złotą Piłkę ustępując jedynie Cristiano Ronaldo, Leo Messiemu i Neymarowi.

 

Różnie układały się za to losy Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Przez wiele lat snajper był krytykowany przez kibiców i dziennikarzy za przeciętną grę i strzelanie bramek wyłącznie słabszym reprezentacjom. Dopiero za kadencji Adama Nawałki został prawdziwym liderem biało-czerwonych. W eliminacjach do Euro 2016 zdobył aż 13 goli zostając najlepszym strzelcem całych rozgrywek, a na samym turnieju – jako kapitan – poprowadził reprezentację Polski do ćwierćfinału z Portugalią.

 

Polskiemu napastnikowi życzenia na Twitterze złożył m.in. jego obecny klub Bayern Monachium. My Robertowi Lewandowskiemu życzymy przede wszystkim dalszych sukcesów z reprezentacją Polski, a także zdobycia Złotej Piłki i brakującego trofeum, czyli Ligi Mistrzów.