Dawidowicz: Presja mnie nakręca. Nie chciałem siedzieć na ławce

Piłka nożna
Dawidowicz: Presja mnie nakręca. Nie chciałem siedzieć na ławce
fot. Cyfrasport

Paweł Dawidowicz został wypożyczony z Benfiki Lizbona do VfL Bochum, grającego w 2. Bundeslidze. Reprezentant Polski jest jednym z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia w kraju i ma nadzieje na regularną grę w nowym klubie. W rozmowie z Polsatsport.pl 21-letni obrońca opowiedział o życiu w Niemczech, dyspozycji po kontuzji, swojej niechęci wobec nowych technologii, a także planowanych studiach.

Adam Sławiński: Walizki już wypakowane?

 

Paweł Dawidowicz: Tylko połowa. Mieszkam jeszcze w hotelu. Wyjąłem najważniejsze rzeczy, a resztę mam w walizkach. Czekam aż znajdę odpowiednie mieszkanie.

 

Pół roku temu Benfica nie chciała pozwolić na wypożyczenie. Tym razem trudno było ich przekonać?

 

To prawda, wcześniej nie udało się ich namówić. Teraz dla mnie najważniejsze było, żebym poszedł spróbować sił gdzieś indziej. Czasem potrzeba takiego impulsu, który sprzyja rozwojowi. Rozmawiałem z trenerem. Mówił, że na treningach wszystko mu się podoba. Niestety w najważniejszym momencie miałem przerwę spowodowaną kontuzją. Trener zapytał: "Jak to teraz widzisz? Wszyscy wracają z kadry, a tobie będzie trudno wskoczyć do składu". Sam zaproponował wypożyczenie. Oczywiście się zgodziłem. Dla nie to miało duże znaczenie, żeby grać, a nie siedzieć na ławce czy oglądać mecze z trybun.

 

Jednocześnie przedłużył Pan kontrakt z Benfiką do 2020 roku. Wypożyczenie było możliwe tylko w tym przypadku?

 

Dokładnie. Jakbym nie przedłużył kontraktu, to w ogóle nie byłoby mowy o wypożyczeniu.

 

Był Pan nazywany przez portugalskie media objawieniem początku okresu przygotowawczego. Następnie doznał Pan kontuzji i nie pojechał na kluczowy obóz.

 

Czułem się dobrze fizycznie. Na początku było w porządku ze zdrowiem. Później przytrafiła się ta kontuzja i byłem przez trzy tygodnie bez gry. To był akurat najważniejszy moment przygotowań. Drużyna grała sparingi, a ja nie mogłem... To miało duży wpływ na tę decyzję. Jak zawodnik ma grać w lidze, skoro nawet w sparingu nie mógł wystąpić? Dodatkowo nie miałem tam mocnej pozycji. Wiadomo, że musiałem się przebijać do pierwszego składu. Przychodząc na trening miałem czystą kartę i musiałem pokazać co potrafię. Na treningach to się udawało, a później zabrakło zdrowia, kiedy trzeba było grać sparingi.

 

Kiedyś mówił Pan, że nie chciałby zmieniać szybko kraju. Teraz Niemcy...

 

Było kilka innych propozycji, ale wybór padł na Bochum. Konsultowałem to z zaufanymi osobami. Mam blisko do kraju, a tu gdzie mieszkam jest dużo Polaków. To ważne. Będą mi pomagać, żebym jak najszybciej przeszedł aklimatyzację. Nie chciałem zostać w Portugalii w innych zespołach oprócz Benfiki i tych czołowych klubów. Do nich jak wiadomo Benfica nie wypożycza, więc wybór padł na Niemcy. 

 

Dlaczego Bochum? W grze była też Osasuna.

 

W tej chwili to nie ma znaczenia. Przyszedłem do Bochum, bo działacze bardzo byli mną zainteresowani. Jestem tutaj i chcę jak najszybciej zacząć grać.

 

Rozmawiał Pan z Adamem Nawałką przed podjęciem decyzji?

 

Konsultowałem się z wieloma osobami, także z selekcjonerem. Zapytałem jak on na to patrzy, bo jego zdanie bardzo się liczy. Był za tą decyzją. Kilka innych osób też powiedziało, że to dobry wybór. Teraz wszystko zależy ode mnie.

 

Christian Hochstätter, dyrektor sportowy Bochum, powiedział o Panu: "Cieszymy się, że pozyskaliśmy środkowego obrońcę..." - to znaczy, że w końcu w klubie i w kadrze będzie Pan grał na tej samej pozycji?

 

Tak, od początku jestem szykowany do gry na środku obrony. Trenuję właśnie na stoperze i myślę, że tam będę wystawiany. W reprezentacji też mnie widzą na tej pozycji. Mam nadzieję, że to pomoże. Zobaczymy, jakie będą rezultaty.

 

Kiedyś mówił Pan, że czuje się lepiej jako defensywny pomocnik. Jak to teraz wygląda?

 

W pomocy czuję się trochę luźniej, swobodniej. Na środku obrony muszę być skoncentrowany przez 90 minut na piłce i zawodniku. Nie mogę ich na ułamek sekundy stracić z oczu, bo przez to padają bramki. Według mnie piłkarz przede wszystkim musi pokazać charakter na każdej pozycji.

 

Pan czeka na debiut, ale Bochum w kompromitujący sposób odpadło ostatnio z Pucharu Niemiec po porażce z Astorią Walldorf z Regionalligi. Z Pana punktu widzenia, to może lepiej, że przegraliście 3:4, a nie 0:1?

 

(śmiech) Najlepiej jakbyśmy wygrali! Akurat nie oglądałem tego meczu. Miałem w tym czasie trening. Teraz musimy się skupić tylko na lidze. Niestety tylko to nam zostaje.

 

Wystąpił Pan we wtorek 45 minut w sparingu. Odpowiada Panu niemiecki styl gry?

 

W tym sparingu jeszcze tego nie odczułem, ale niemiecka piłka różni się od portugalskiej…

 

Treningi można porównać do pracy z Michałem Probierzem?

 

Zdecydowanie. Teraz w klubie trenerem jest Holender. Dużo ćwiczymy na siłowni ze sztangami, ale jest też sporo gierek. Te duże obciążenia przyniosą rezultaty w przyszłości. Po tygodniu mam ciężkie nogi, ale to normalne. Niedługo się przyzwyczają. Będą mocniejsze, szybsze.

 

Jako jeden z niewielu polskich piłkarzy po wyjeździe nie narzekał Pan na przygotowanie fizyczne. W Niemczech są inne obciążenia treningowe?

 

Tak, tu jest inny ciężar. Miałem problemy ze zdrowiem, zmieniłem klub i tam od razu wrzucili mnie do treningu z drużyną. Zajęcia też indywidualnie. W zeszłym tygodniu miałem trzy razy dziennie po dwa treningi. Myślę, że to pomoże mi wrócić do pełnej gotowości i będę grał.

 

Fizycznie czuje się Pan gotowy do debiutu?

 

Trudne pytanie. Myślę, że tak. Zagrałem 45 minut w sparingu. Trenując raz, dwa razy dziennie, to czuję, że noga nie jest przygotowana na sto procent. Organizmu się nie oszuka, a rozum bardzo chce. Muszę pokazać, że przyjechałem tu grać, a nie siedzieć na ławce.

 

Ma Pan jakiś szczególny element, nad którym skupia się na treningach?

 

W Niemczech dużą wagę przykładają do wyprowadzenia piłki przez stoperów. Mnie to odpowiada. W tym elemencie czuję się swobodnie, bo dużo grałem na "szóstce" i musiałem to robić. Dają mi dużo piłek, żebym je wyprowadzał. Lewa noga na każdym treningu oddaje 300-400 podań i musi się do tego przyzwyczaić.

 

W tej lewej nodze czuje Pan jeszcze ból?

 

Nie. Wszystko w porządku. W Portugalii byłoby podobnie. Trochę czasu straciłem na leczenie i to normalne, że nogi muszą się zaadaptować do treningu.

 

Zwiedził Pan już miasto? W porównaniu do Lizbony, nie ma fajerwerków.

 

(śmiech) Miasto jak miasto. Nie jestem akurat człowiekiem, który lubi zwiedzać. Do Polski mogę zdecydowanie szybciej i taniej dojechać. To jest atut, ale ja nigdy na to nie patrzyłem. Kieruję się tym, gdzie będzie dla mnie dobry klub, żeby grać i się rozwijać. Dla mnie najważniejsze, żeby były dobrze przygotowane boiska. To mi wystarczy (śmiech).

 

Jak u Pana wygląda odżywianie się, świadomość własnego organizmu?

 

Teraz jest moda na zdrowe jedzenie. Sam staram się jeść jak najlepiej, konsultowałem się z kilkoma osobami. Na razie mieszkam w hotelu, więc nie mogę sobie nic ugotować. Muszę jeść to, co jest przygotowane, ale zawsze wybieram zdrowe potrawy. Jak na reprezentacji widzę, że "Lewy" je coś innego, to zawsze zapytam, dlaczego to wybrał. Siedziałem obok, więc dał mi kilka wskazówek.

 

Jako jeden z niewielu młodych zawodników nie ma Pan konta Twitterze i Instagramie. Nawet ostatnio zapomniał Pan spakować laptop. Nie kręci to Pana?

 

Staram się jak najbardziej ograniczyć Facebooka, gry na komórce i komputerze. To dla mnie marnowanie czasu. Mogę wtedy zrobić coś pożytecznego. Po treningu zawsze chcę się zregenerować, porozciągać. Czasem wychodzę na miasto na spacer.

 

Nigdy nie miał Pan problemów z nauką. Planuje Pan studia?

 

Myślałem o tym w Portugalii. Musiałbym jednak przyjeżdżać raz na pół roku na dwa tygodnie do Polski. To było nie do zrobienia, bo w Portugalii nie ma takiej przerwy.

 

O jakim kierunku Pan myślał?

 

Wiadomo, że AWF... (śmiech)

 

Zabrakło Pana wśród powołanych na mecz z Kazachstanem, ale jest Pan w kadrze U-21. Czuje się Pan mocną postacią w tej reprezentacji?

 

Można mówić różne rzeczy, pokazywać się na treningu, a w trakcie meczów tego nie widać. Mam nadzieję, że jak wychodzę na boisko, to robię różnicę. To można ocenić po każdym kolejnym meczu. Na każdym staram się dawać z siebie wszystko.

 

W kadrze młodzieżowej rusza misja Euro 2017. Czujecie jakąś presję?

 

Mogę mówić tylko za siebie. Mnie to sprzyja. Pełne trybuny, presja, pompowanie balonika to mnie nakręca. Sprawia, że czuję się energiczny. Zobaczymy jak to wyjdzie... Wszyscy chcą dobrego wyniku i musimy się postarać, żeby spełnić oczekiwania.

Adam Sławiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze