Baja Poland była siódmą (z dziewięciu zaplanowanych) eliminacją Pucharu Świata FIA samochodów terenowych. Al-Attiyah wystartował dotychczas w czterech i wszystkie wygrał. Do tytułu mistrza świata potrzebował trzech punktów zdobytych w Polsce.

 

„Mam nadzieję, że tu na polskiej ziemi Krzysztof Hołowczyc pokona niepokonanego Nassera” - mówił przed rajdem Jacek Czachor, pilot Marka Dąbrowskiego.

 

Nie pokonał. Al-Attiyah zdobył komplet 30 pkt. i ze Szczecina wyjeżdża w glorii najlepszego kierowcy terenowego 2016 roku. Tym samym Katarczyk obronił tytuł zdobyty przed rokiem.

 

O zwycięstwie Katarczyka na zachodniopomorskich bezdrożach zdecydował „kapeć”, jaki złapał Krzysztof Hołowczyc w sobotę na poligonie w Drawsku Pomorskim. „Straciliśmy przez to trzy minuty. Trochę czasu udało się odrobić, ale nie wystarczyło do zwycięstwa. Cóż jesteśmy na drugim miejscu, czyli pierwszym przegranym” - powiedział Polak na mecie.

 

Hołowczyc to pięciokrotny zwycięzca Baja Poland w jego ośmioletniej historii. Przed rokiem, właśnie w Szczecinie, zapowiedział koniec ścigania, teraz wrócił okazjonalnie na ten jeden rajd i przyznał na mecie, że chętnie tu jeszcze pojedzie.

 

„Bardzo fajnie jest ścigać się z takim facetem jak Nasser. Chętnie to powtórzę” - przyznał olsztynianin.

 

Trzecim autem, które wjechało na podium Baja Poland była Toyota Marka Dąbrowskiego i Jacka Czachora. „Decydujące dla losów rajdu były dwa najdłuższe odcinki specjalne rozegrane w sobotę na poligonie drawskim. Jeden z nich przejechaliśmy ze stratą zaledwie 28 sekund do Nassera, co uważam za nasz sukces. W niedzielę bardziej skupiliśmy się na obronie trzeciego miejsca niż walce o drugie” - przyznał Czachor.