„Dziękuję za zaufanie kierownictwu poznańskiego klubu. Obiecuję ciężką, solidną pracę i dobrą grę drużyny. O tym, że trafiłem do wyjątkowego klubu świadczy frekwencja dziennikarzy na dzisiejszej konferencji prasowej. Nigdzie z czymś podobnym się nie spotkałem" - przyznał chorwacki szkoleniowiec.

 

"Dla mnie najważniejsze jest to, aby piłkarze podchodzili do swych obowiązków z maksymalnym zaangażowaniem. By w treningach i spotkaniach dbali o pełną koncentrację i szacunek dla klubu. Mecz można wygrać lub przegrać, ale ważne jest, aby opuszczać boisko z podniesioną głową. Obojętnie z kim przyszło rywalizować - z Legią Warszawa czy z Realem Madryt. Bez tego nie będzie sukcesów" - kontynuował Bjelica.

 

Jak poinformował wiceprezes Rutkowski, umowa chorwackiego trenera z "Kolejorzem" obowiązuje przez dwa sezony z opcją przedłużenia na kolejny.

 

"Od kilku tygodni wiedziałem o zainteresowaniu mną Lecha Poznań. Ja też interesowałem się tym klubem. Widziałem jesienią ubiegłego roku zwycięski mecz Lecha w Lidze Europejskiej z Fiorentiną we Włoszech. Wiedziałem o tym, że zespół zawodził w rozgrywkach nowego sezonu. Pamiętam, że jak trafiłem do włoskiej Spezii Calcio nie było tam żadnego kontaktu między sympatykami tego klubu i piłkarzami. Choć nie awansowaliśmy do Serie A wzajemne relacje uległy diametralnej zmianie. Fani wiedzieli, że zawodnicy dawali z siebie wszystko" - powiedział nowy trener Lecha, który podkreślił, że nie stawiał przed przyjściem do poznańskiego klubu żadnych wymagań transferowych.

 

"Uważam, że potencjał obecnego zespołu pozwala na grę o miejsce w pierwszej trójce ekstraklasy. Każdy z zawodników otrzyma ode mnie szansę występu w pierwszej drużynie. Ktoś kto uważa, że jest ponad klubem nie ma u mnie szans. Co do stylu gry, zaskoczyłem we Włoszech preferując ofensywę. Spoglądano na mnie jak na szaleńca. Co nie znaczy, że będę lekceważył defensywę" - zadeklarował.

 

Bjelica przypomniał, że w trakcie zawodniczej kariery w różnych klubach miał wiele kontaktów z polskimi piłkarzami. "W Betisie Sewilla i w Las Palmas grałem w sumie przez trzy lata z Wojtkiem Kowalczykiem. To był napastnik z dużym potencjałem, który mógł osiągnąć więcej aniżeli mu się udało. W Kaiserslautern grałem z Tomaszem Kłosem, z którym nawet dzieliłem pokój, oraz z Kamilem Kosowskim. A w Austrii występowałem w drużynie z Grzegorzem Szamotulskim, Tomkiem Iwanem i zmarłym już niestety Adamem Ledwoniem. Wszystkich zapamiętałem jako piłkarzy twardych, z bardzo dobrym charakterem” - zakończył.