- Ana grała dziś naprawdę dobrze i świetnie serwowała. Uważam, że nie mogłam zrobić nic więcej. Naprawdę próbowałam. Starałam się stosować urozmaicone zagrania i nie posyłać piłki wciąż w to samo miejsce. Przy takiej sile uderzenia rywalki nie jest łatwo kierować piłkę tam, gdzie by się chciało. Byłam może jednak trochę za wolna - oceniła Radwańska na konferencji prasowej po przegranym meczu 4:6, 4:6.

 

Jak dodała, mimo imponującej gry rywalki nie traciła nadziei na odwrócenie losów spotkania. - Zawsze można odrobić straty. To jest tenis i wszystko się może zdarzyć. Po pierwszym przełamaniu nie była już jednak blisko kolejnego "breaka". Była może jedna lub dwie okazje ku temu. Później słabiej serwowałam i siedzę tutaj jako przegrana - analizowała.

 

Podczas jej spotkania z dziennikarzami poruszony został temat zasuniętego dachu na korcie centralnym, na którym rywalizowała z Konjuh. Dokonano tego tuż przed ich pojedynkiem. Wcześniej na tym obiekcie walczyli Brytyjczyk Andy Murray i Bułgar Grigor Dimitrow. Przed ostatnim gemem tego meczu zaczęło padać, ale oficjele podjęli decyzję, że nie będzie wówczas przerwy i zasunięcia dachu. Później pogoda się poprawiła. - Organizatorzy argumentowali, że zasunięto dach przed naszym spotkaniem na wypadek deszczu. Ale cóż, ryzyko opadów jest zawsze. Nie wiem, czy gdyby tego nie zrobiono, spotkanie wyglądałoby inaczej. Czasem po prostu nie rozumiem decyzji o zasunięciu dachu -  podkreśliła.

 

Z wyboru oficjeli cieszyła się niespełna 19-letnia Chorwatka. - Nie było wiatru czy słońca ani niczego innego, co by mnie rozpraszało. Dzięki temu grałam swoje i dałam z siebie wszystko - argumentowała.

 

Zajmująca 92. miejsce w rankingu WTA zawodniczka przyznała, że jej atutem był potężny serwis i zgodziła się z rywalką, że ta nie miała wiele do powiedzenia przy jej udanych zagraniach.- Jestem bardzo podekscytowana moim dzisiejszym występem. Moje podanie było naprawdę dobre. Agnieszka nie miała na to odpowiedzi - dodała.

 

Pod koniec meczu Konjuh szykowała się do serwisu, ale w reakcji na dziwny odgłos przestraszyła się i zamiast odbić wyrzuconą w górę piłkę pozwoliła jej upaść. Później uśmiechnęła się, a w kolejnych akcjach nie pozwoliła już sobie na dekoncentrację. - Powiedziałam sobie wówczas "skup się na grze i nie śpiesz się" - wspominała Chorwatka, która po raz pierwszy w karierze awansowała do ćwierćfinału Wielkiego Szlema jako seniorka.