Na razie podopiecznym Mike Taylora jest miło i przyjemnie. Pewnie ograli u siebie Portugalię, do większego wysiłku nie zmusili ich też Białorusini. Tych pierwszych pokonali we Włocławku 83:57, mając problemy tylko w pierwszej połowie. Tych drugich w Mińsku zdominowali od pierwszej minuty, wygrywając 97:79.

 

W obu pojedynkach Polacy zagrali przede wszystkim bardzo skutecznie. Z Portugalią trafiali prawie 62 procent, a z Białorusią 57 procent rzutów.

 

Ważną cechą biało-czerwonych jest duży wachlarz akcji w ataku. Dowodem na to jest liczba punktujących koszykarzy. Z Białorusią było ich 10, z Portugalią dziewięciu. W obu spotkaniach czterech koszykarzy uzyskało powyżej 10 punktów. Taka sytuacja daje duży komfort trenerowi, który nie musi drżeć o dyspozycję pojedynczej gwiazdy.

 

Ale teraz przed naszymi koszykarzami najtrudniejsza próba. Estonia była losowana z drugiego koszyka i już przed kwalifikacjami uważana była za najtrudniejszego rywala biało-czerwonych. Potwierdziły to też wyniki. Nasi środowi rywale też mają na koncie dwa zwycięstwa. Równie łatwo rozprawili się z Białorusią wygrywając 81:62. Nieco kłopotów sprawili im Portugalczycy, których pokonali 76:68. W obu meczach świetnie zagrał Rain Veideman, który rzucił 32 i 16 punktów.

 

Trenerem Estończyków jest były świetny gracz 51-letni Tiit Sokk, który pod koniec lat osiemdziesiątych zdobywał z reprezentacją ZSRR medale mistrzostw świata i igrzysk. Na boisku grą kieruje jego syn Sten-Timmu Sokk.

 

To będzie siódmy mecz reprezentacji. Cztery razy wygrali Polacy, trzy Estończycy. Szczególnie ważny był pierwszy pojedynek tych drużyn w 1939 roku. W Kownie biało-czerwoni wygrali 35:31 i zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy.

 

Początek transmisji meczu Polska – Estonia od 19:45 w Polsacie Sport.