W zasadzie, to Mecz Gwiazd będący przepięknym benefisem Pawła Zagumnego połączonym z zakończeniem reprezentacyjnej kariery mógłbym podsumować jednym zdaniem, mianowicie - kto nie widział niech żałuje i czym prędzej szuka powtórek na sportowych antenach Polsatu. Choć podejrzewam, że przekaz TV i tak nie odda w stu procentach klimatu, jaki mieliśmy w Spodku. W tym miejscu podziękowania dla organizatorów i pomysłodawców tego przedsięwzięcia na czele z Aleją Gwiazd Siatkówki, dla wszystkich fenomenalnych kibiców, no i oczywiście dla zawodników za stworzenie wielkiego show. Myślę sobie, że wielu z fanów zapamięta z tego meczu nie tylko fantastyczne akcje, ale też wszystko to co działo się dookoła na czele ze wspólnym tańcem Giby, Nikolova, Grbića, De Giorgiego i Antigi z chearlederkami. Do tego show trenerów na ławkach. Z jednej strony Lozano i Mazur, z drugiej Alakno, Blain i Kiraly. No lepiej nie ma...

 

Kadziu, Plina, Guma, Szampon, Winiar, Grucha, Gato, Igła znowu razem na boisku. Możdżon, Papkin, Dawid Murek, Andrzej Stelmach oraz Świder, Benek, Fasol, Prusik, Gelu i starszy ze Stelmachów podczas meczu w Gdyni. Plus nasza "młodzież" Kubi, Pit, Kuraś. I Spodek. Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Nie ma i kropka. I nie ma drugiej takiej ekipy. Nie ma!

 

Cieszę się, że mogłem ten mecz w Spodku poprowadzić. To była wielka przyjemność i zaszczyt. I genialna sentymentalna podróż, która spotęgowała wyobraźnię, ale przy okazji... dała też do myślenia. Bo czas ucieka, te dwadzieścia lat z Gumą na boisku minęło tak szybko, że aż nie wiadomo kiedy. Dlatego nie ma co, trzeba korzystać z każdego dnia, każdej chwili. Tak jak nasi juniorzy, którzy przyjechali do Spodka prosto z mistrzostw Europy, które wygrali! Tak jak Guma i jego koledzy z trenerem Mazurem 20 lat temu. Ich wtedy nikt nie witał w taki sposób, ale wtedy właśnie to wszystko się zaczęło. I niech trwa w najlepsze!