Dla Browna to drugi finał z rzędu. Poprzednio w 2014 r. wygrał turniej po zwycięstwie nad swym rodakiem Janem Lennardem Struffem. Rok temu Brown nie przyjechał do Szczecina, bo grał w reprezentacji Niemiec w Pucharze Davisa z Dominikaną. Teraz przyjechał i znów jest niepokonany.

 

Bardzo bym chciał przyjechać tutaj za rok z dwiema gwiazdkami mistrzowskimi na koszulce - mówił po wygranym półfinale.

 

Pierwszą partię półfinału Niemiec rozstrzygnął w samej końcówce. W pierwszych setach musiał bronić breakpointów, a gdy przy stanie 4:4 sam miał szansę na przełamanie rywala od razu ją wykorzystał. - To był trudny rywal. Bardzo dobrze serwował i na początku miałem sporo problemów. Musiałem wziąć się w garść i powalczyć o zwycięstwo - dodał Brown.

 

W drugiej partii Niemiec szybko przełamał serwis rywala i do końca nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa. Finał w Szczecinie oznacza dla zajmującego 82. miejsce na liście ATP Niemca awans na najwyższą w karierze pozycję. Dotychczas był najwyżej notowany na 78. Jeśli przegra finał w poniedziałek znajdzie się w rejonie 70., zwycięstwo da mu awans w okolice 60. - Bardzo się cieszę z tego powodu. Po to gra się zawodowo w tenisa, by być jak najwyżej w rankingu ATP - mówił Brown po zwycięstwie.

 

Dotychczas jeszcze żaden zawodnik nie wygrał dwa razy w Pekao Szczecin Open. Giannessi zajmuje obecnie 198. miejsce na liście ATP. Obaj finaliści w tym roku po raz piąty grają w Szczecinie.