Polacy, startujący w pozycji faworytów grupy D, rozgromili w sobotę w Tartu Estończyków 94:63 i w trzecich kolejnych kwalifikacjach Eurobasketu zajęli pierwsze miejsce w grupie.

 

Przed decydującym spotkaniem w Tartu było jednak trochę nerwowości, spowodowanej środową porażką z Białorusią w Toruniu 57:76. - Bardzo cieszę z tego, że awansowaliśmy z pierwszego miejsca. Zawsze wydaje się, że kwalifikacje do mistrzostw Europy nie są trudne, ale jest inaczej. Specyfika meczów rozgrywanych w trzydniowych odstępach jest taka, że trudno utrzymać jednolitą formę. Czasem zdarzają się takie zakręty jak nam się zdarzył w meczu z Białorusią. Później jest trochę nerwów i emocji, ale myślę, że to, kolokwialnie mówiąc, dokręcenie śruby w meczu z Estonią, wymagającym rywalem, było niezłe – ocenił Bachański.

 

Podopieczni trenera Mike’a Taylora kontrolowali spotkanie praktycznie od samego początku. Dzięki znakomitej, dynamicznej obronie i skuteczności w ataku, wygrywali każdą kolejną kwartę, niemal do końca powiększając przewagę. - Powody do satysfakcji daje fakt, że w grze naszego zespołu praktycznie nie było żadnego słabego momentu. Awans otwiera dobrą perspektywę przed zawodnikami, którzy go wywalczyli, ale też przed całą polską koszykówką – zakończył prezes.

 

Reprezentacja Polski wystąpi w szóstym kolejnym finałowym turnieju mistrzostw Europy. Poprzednio grała w Hiszpanii (2007), jako gospodarz w 2009, na Litwie (2011), Słowenii (2013) oraz we Francji (2015).