- Jeżeli zawodnik potrafi skupić uwagę na bodźcach, które są istotne w danym momencie, to pozostałe umiejętności może wykorzystywać optymalnie – powiedział gliwiczanin. - W mojej pracy konieczne jest zbudowanie zaufania i poznanie dyscypliny, z którą mam do czynienia. Potem, w zależności od potrzeb, pracujemy na przykład nad pewnością siebie, radzeniem sobie ze stresem, komunikacją i współpracą w drużynie. To ważne elementy przygotowania. Wszyscy o nich mówią, nie każdy systematycznie nad nimi pracuje – dodał.

 

Więcław maturę zdał w Norwegii, studiował w Kanadzie, współpracował m.in. z Fińskim Komitetem Olimpijskim. Grał amatorsko w siatkówkę, futsal, piłkę ręczną. - Psychologia ze sportem bardzo mocno się łączy. W Kanadzie najpierw wybiera się uczelnię, a potem kierunek. Ja byłem trochę spóźniony i zostały tylko kursy psychologiczne. Bardzo mi się spodobał pierwszy rok, ale potem miałem kryzys. Aż do seminarium z doktorem Davidem Coxem, kanadyjskim psychologiem sportu, jednym z twórców sukcesu reprezentacji tego kraju na igrzyskach olimpijskich w Vancouver 2010 (wygrana w klasyfikacji medalowej - przyp.red.). Pokazał mi, że mogę połączyć to co studiuję z moją wielką pasją, jaką jest sport – wyjaśnił.

 

Przyznał, że woli termin trener mentalny od psychologa, bo sportowcom lepiej się to kojarzy. Nie z terapią, a z treningiem.

 

Podkreślił, że praca psychologa ma szczególne znaczenie podczas okresów przygotowawczych. - Wtedy trener jest w stanie poznać zawodników, ich potrzeby, zbudować relacje, zaufanie. W momencie, kiedy się przydarzy "wtopa", jak w środę Legii, sportowcy muszą mieć ten komfort, że mogą się do trenera mentalnego zwrócić, indywidualnie czy drużynowo – ocenił.

 

W opinii Więcława trudno jest mówić o dyscyplinach prawdziwie indywidualnych. - Przecież za skoczkiem narciarskim, czy łyżwiarzem szybkim też stoi cały team. Trenuje w zespole, ma grupę wspierających go specjalistów - wyjaśnił.

 

Przyznał, że pracując z piłkarzami czy koszykarzami nie musiał się specjalnie dokształcać, większym wyzwaniem było rugby na wózkach. - To inny świat, a trener mentalny musi poznać specyfikę dyscypliny. Musi stosować język znany zawodnikom. To ważny element budowy wzajemnego zaufania, pokazania, że jest się częścią sztabu szkoleniowego. Jeśli zawodnik opowiada o kwestiach taktycznych czy technicznych, to ja chcę rozumieć, o co mu chodzi. Rugby ma dużo zasad, których trzeba było się nauczyć, zawodnicy operują specyficznym żargonem, wiele jest zwrotów angielskojęzycznych - dodał.

 

Więcław wyjechał w wieku 16 lat do Norwegii na stypendium Szkół Zjednoczonego Świata. - Tam zdałem maturę i potem się już potoczyło. Każde kolejne doświadczenie wzmagało chęć dalszego poznania. Dostałem stypendium do Kanady, później pojechałem na staż w Grecji, gdzie pracowałem z siatkarzami i koszykarzami. Przypieczętowaniem edukacji sportowej był pobyt w Finlandii. Współpracowałem z tamtejszym komitetem olimpijskim, prowadziłem dla niego badania. To też było fajne doświadczenie. Po 10 latach za granicą postanowiłem wrócić do rodzinnych Gliwic i podzielić się w kraju swoją wiedzą – podsumował trener, który latem przygotowywał mentalnie do sezonu m.in. piłkarzy futsalowego Cleareksu Chorzów.