Sezon 96/97 dał Polsce drugą w historii drużynę w Lidze Mistrzów. Po sukcesie Legii Warszawa, tym razem do boju z najlepszymi europejskimi ekipami stanął Widzew Łódź. Najwięcej emocji przyniosły eliminacje, w którym podopieczni Franciszak Smudy trafili na duńskie Borendby. W pierwszym meczu w Łodzi 2:1 wygrali gospodarze. W rewanżu rywale prowadzili i sprawa awansu była otwarta do ostatnich sekund. Polski zespół przegrał 2:3, ale dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe awansował do dalszej rundy.

 

Tam rywale okazali się już bardziej wymagający. W meczach z Borussią Dortmund, Atletico Madryt oraz Steauą Bukareszt Widzew uzbierał cztery punkty i zajął trzecie miejsce w grupie. Łodzianom udało się zremisować 2:2 z BVB - późniejszym triumfatorem rozgrywek. 20 lat po tych wydarzeniach większość piłkarzy broniących wtedy barw RTS-u spotkała się w łódzkim hotelu Qubus.

 

 - To duża gratka zarówno dla piłkarzy, trenera, jak i środowiska związanego z klubem - stwierdził wiceprezes Widzewa Rafał Krakus. Byli piłkarze spotkali się w hotelu po czym wyruszyli do Muzeum Sportu i Turystyki. Tam wręczono im pamiątkowe odznaki. Zawodników witali kibice, ale również obecna drużyna Widzewa.

 

Skład sprzed 20 lat wspominał trener ówczesnej ekipy Franciszek Smuda - Na boisku, przeciwko silnym drużynom potrafiliśmy się ustawić, zorganizować. Wybieraliśmy taka taktykę. aby zwyciężać. Blamażu nie było - powiedział były selekcjoner reprezentacji Polski oraz łódzkiej drużyny.

 

- To była elita piłkarska, grali wtedy sami mistrzowie. Piękne przeżycie, czuliśmy się jak w raju. Mieliśmy lekki niedosyt, przy większej ilości szczęścia mogliśmy wyjść z grupy, ale wstydu nie przynieśliśmy - dodał Marek Citko, który w Lidze Mistrzów strzelił gola m.in. Borussii Dortmund.

 

- Spotkaliśmy się już wcześniej i jest wśród nas kilku dziadków. Brzuszki są, ale niektórzy wyglądają całkiem nieźle - zażartował najmłodszy z ówczesnej ekipy Mirosław Szymkowiak.

 

Następnie piłkarze udali się na plac budowy nowego boiska Widzewa. Stadion jest już prawie ukończony. Spełnia wszystkie wymagania i może pomieścić aż 18 tysięcy osób. - Taki stadion zobowiązuje - zakończył Andrzej Pawelec, który 20 lat temu był prezesem i współwłaścicielem drużyny z Łodzi.

 

Cały materiał w załączonym materiale wideo.