Iwańczyk: Takich dwóch, jak tamtych trzech, to nie ma ani jednego

Piłka nożna
Iwańczyk: Takich dwóch, jak tamtych trzech, to nie ma ani jednego
fot. PAP

Role w nowym sztabie szkoleniowym Legii zostaną pewnie precyzyjnie i hierarchicznie podzielone. Na nową Legię spoglądam jednak nie tylko przez pryzmat Jacka Magiery, który ma objąć stanowisko szkoleniowca, ale także Aleksandara Vukovicia, który będzie jego asystentem. Duetowi, który współpracuje ze sobą, a nie żyje w oderwaniu od siebie, łatwiej będzie o sukces, ale i znośniej w razie niepowodzeń.

Trudno nawoływać o strukturalny parytet między nimi, znam tylko jeden piłkarski duet, który się sprawdzał, ale i tak łatwo było wskazać w nim lidera projektu. Myślę oczywiście o Larsie Lagerbäcku, który wpierw w reprezentacji Szwecji tworzył świetny tandem z Tommym Söderbergiem, a później z powodzeniem kontynuował ten model z Heimirem Hallgrimssonem z islandzką kadrą. Generalnie jednak w futbolu tego typu konfiguracje bardzo szybko kończą się niepowodzeniem na skutek eskalacji niedomówień i konfliktów, te z kolei są najczęściej wynikiem niepohamowanych ambicji i własnych interesów. W naszym kręgu kulturowym rozwiązanie to już zupełnie obce, w polskim sporcie zbyt często dochodzi do rozliczeń w połowie drogi, zatem potrzebny jest jeden odpowiedzialny, któremu w razie niepowodzenia można ściąć głowę.


Legia to przypadek szczególny z wielu powodów. Oczywistych, bo to największy i najbogatszy obecnie polski klub, który dotknął właśnie klubowego absolutu, jakim jest Liga Mistrzów. Ale i nieoczywistych, bo trudno znaleźć inne na świecie miejsce, gdzie emocje byłyby tak ambiwalentne: radość z największych sukcesów w historii przemieszana z goryczą i niesmakiem po zakończonej już szczęśliwie nieszczęśliwej kadencji Besnika Hasiego i jego dwójki asystentów.


Obserwował to wszystko z bliska Vuković, tak jak Magiera jedna z kluczowych klubowych postaci historii najnowszej Legii. Nawet jeśli jego głos wśród bałkańskich trenerów był niesłyszalny, to ma empiryczną wiedzę o funkcjonowaniu specyficznej w swej budowie drużyny opartej w dużej części na obcokrajowcach. Bez tej wiedzy Magiera miałby wiele trudniej, nawet jeśli nie było go w Legii tylko na chwilę. To Vuković był okiem i uchem, które - biorąc pod uwagę zakończone już relacje z Hasim - pozwalają z dystansu spojrzeć na zespół i jego bolączki.


Jestem przekonany, że wybór Magiery na szefa projektu „Legia”, to w sytuacji, jakiej znalazła się drużyna, najbardziej opcja optymalna. Nowe role w klubie zostaną precyzyjnie i hierarchicznie podzielone, ale cieszę się, że choć nieliczni patrzą na nich jak na duet, a nie każdego z osobna. Marzy mi się, by nowy sztab trenerski traktowano w sposób „Magiera et consortes”. Nawet nie w komunikacji, a odpowiedzialności, jaką biorą za ten zespół jedni z najmłodszych szkoleniowców w historii klubu.


Magiera jeszcze nie rozpoczął pracy przy Łazienkowskiej, a już obwołano go Mesjaszem. Ilekroć dotyka go publicystyczne pióro, tylekroć mnogo od przymiotników uznania dla jego warsztatu i pracy. Sukces Zagłębia Sosnowiec, choć to dopiero początek drogi tej drużyny do ekstraklasy, ma być sztancą dla przyszłych laurów Legii. Laurów traktowanych jako samospełniająca się przepowiednia, bo przecież po Hasim może być tylko lepiej. Szczerze mówiąc, takiego otwarcia nie miał nikt w historii ligi. W naszych warunkach - fenomen. Jest to tyle przyjemne, co mocno obciążające w kategorii narastającej presji.


Brutalna prawda - co potwierdzi pewnie wielu szkoleniowców - jest taka, że im mocniej głaszczą cię przed wyzwaniem, tym mocniej kopią w razie niepowodzenia. Oczekiwanie, choć po kadencji Hasiego powinno być raczej stonowane, jest wielkie, sięga Himalajów. Wzmaga niecierpliwość i nietolerancję na kolejne niepowodzenia. A te przecież w sporcie są nieuniknione.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze