Barcelona objęła prowadzenie w 29. minucie - Arda Turan podał przed polem karnym Luisowi Suarezowi, który z zimną krwią wykorzystał błąd Pichu Cuellara. Bramkarz Sportingu nierozważnie wyszedł przed szestnastkę, a Suarez po prostu był szybszy i najpierw go wymijając, skierował piłkę do pustej bramki.

Można powiedzieć, że Barca zaatakowała podwójnym sierpem, bo już trzy minuty później prowadziła 2:0. Tym razem w rolach głównych inny duet - Sergi Roberto i Rafinha. Hiszpan zmierzający prawą flanką przeciął nagle linię pola karnego i błyskawicznie wrzucił piłkę na głowę wyskakującego Hiszpana. Ten dopełnił formalności.

W 62. minucie piłka po raz trzeci po strzale piłkarza Barcelony przekroczyła linię bramkową, ale ten gol akurat nie mógł zostać uznany. Futbolówkę do siatki wpakował co prawda Jeremy Mathieu, jednak wcześniej na pozycji spalonej był Gerard Pique.

Wkrótce Sporting grał już w dziesiątkę, bo drugą żółtą kartkę obejrzał Alberto Lora i "Duma Katalonii" mogła na spokojnie dopełnić formalnośći. W 81. minucie w poprzeczkę trafił Paco Alcacer, ale na miejscu był niezawodny Neymar, który podwyższył na 3:0.

Wynik dwie minuty później podwyższył natomiast Arda Turan, który popisał się znakomitą główką po równie znakomitym dośrodkowaniu Sergio Roberto. A ustalił go w 88. minucie Neymar, który posłał piłkę między nogami bramkarza (chwilę później trafił jeszcze w słupek). Sporting więc rozgromiony, choć przez większą część meczu dzielnie walczył. Cóż, Barcelona to Barcelona - ona walczy do końca.

 

Sporting Gijon - FC Barcelona 0:5 (0:3)

Bramki: Suarez 29, Rafinha 32, Neymar 81, 88, Turan 83