O tej pierwszej walce już pisałem, 19 listopada w Las Vegas wszystko się może zdarzyć, ale nie ulega wątpliwości, że wydarzenie będzie niezwykłe. Nie ma w nim zdecydowanego faworyta, choć ja zawsze stawiam na Warda. Ten facet po prostu nie umie przegrywać. Z drugiej strony mam świadomość na co stać Kowaliowa, który może znokautować niepokonanego od dwudziestu lat Amerykanina.

 

Tydzień później, też w LV kolejny prezent dla sympatyków boksu. Zjawiskowy Ukrainiec Wasyl Łomaczenko zmierzy się z wymagającym przeciwnikiem, Nicholasem Waltersem. Co potrafi dwukrotny mistrz olimpijski i zawodowy czempion dwóch kategorii wagowych (piórkowa, superpiórkowa) wiemy doskonale. Zresztą można w każdej chwili raz jeszcze obejrzeć jego walkę z Portorykańczykiem Romanem Martinezem, którego najpierw obnażył bezlitośnie, następnie znokautował i odebrał mistrzowski pas WBO. To był zaledwie siódmy pojedynek Ukraińca i jego drugi zawodowy tytuł, tym razem w wyższej kategorii. Na amatorskim ringu Łomaczenko przegrał tylko raz, w finale MŚ w Chicago (2007). A wygrał 396 walk!!!

 

Ale Walters też ma swoje argumenty. Pokazał je chociażby w pamiętnym starciu z Nonito Donaire’em którego zbił dwa lata temu jak małego dzieciaka. Tyle, że od tej walki upłynęło już trochę czasu, Walters przeszedł do wagi superpiórkowej, a jego rywalem będzie Łomaczenko, którego nie ma sensu porównywać z Filipińczykiem. Ukrainiec jest pięściarzem kompletnym, umie wszystko, bije mocno, ma znakomitą obronę, błyskawicznie przemieszcza się w ringu i walcząc z odwrotnej pozycji potrafi nokautować prawą ręką.

 

A to źle wróży Waltersowi. Nawet jeśli Jamajczyk będzie znakomicie przygotowany, to nie sądzę, by mógł pokonać Łomaczenkę. Wasyl będzie po prostu dla niego zbyt dobry.

 

I na koniec, 10 grudnia bitwa w Nowym Jorku: Gołowkin (36-0, 33 KO), posiadacz trzech pasów w wadze średniej  kontra Jacobs (32-1, 29KO). Superczempion WBA w starciu z mistrzem regularnym tej organizacji. Może być naprawdę ciekawie, oczywiście jeśli do tej walki dojdzie, a to jeszcze nic pewnego.

 

Abel Sanchez, trener Kazacha, chwali Jacobsa przekonując, że na dziś to najciekawsza do zrobienia walka w wadze średniej. – Po pierwsze dobrze się sprzeda, po drugie spodoba się kibicom – powtarza.

 

Myślę, że ma rację. Historia zdolnego pięściarza (Jacobs), który wygrał z rakiem i znów nokautuje swoich rywali, sama w sobie jest niezwykła. Z drugiej strony stanie kiler z Karagandy, który od 2008 nie znalazł przeciwnika, który dotrwałbym w starciu z nim do końcowego gongu. Co więcej on każdego z nich demoluje, kończy im kariery lub wysyła do szpitala, jak ostatnio Kell Brooka. 

 

Czyli co, czekamy na gorący koniec roku? Naprawdę warto być cierpliwym i poczekać.