Mateusz Borek: Michał pas się miewa, kiedyś się go traci, kiedyś się go odzyskuje, ale mistrzostwo ma się w głowie i w sercu. Tobie tego nigdy w karierze nie zabrakło.

 

Michał Materla: To jest moja życiowa nauka, że mimo przegranych, potknięć, trzeba się podnosić i dalej dążyć po marzenia życiowe, sportowe. Myślę, że to lekcja dla wszystkich.

 

Szalenie trudna walka od strony sportowej i mentalnej. To była twoja ekstremalna koncentracja przez cały czas trwania pojedynku.

 

Przede wszystkim koncentracja, ale ładunek emocjonalny w poprzednich walkach był większy. Pierwsza z Mamedem… wiadomo dlaczego. Mamy bliskie relacje. Druga z Chmielewskim, bo ciężko wrócić p[o przegranej. Miałem świetny obóz przygotowawczy i świetnych specjalistów. Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli. W parterze nie czułem się zagrożony. Wszyscy mówili, jaki Palhares jest wielki, silny, ale w kat. 84 to ja jestem bestią.

 

Dokąd zmierzamy?

 

Standardowo, Michał Materla idzie w poniedziałek na trening i czeka na telefon kiedy walka. Jeśli wszystko się uda, to za dwa tygodnie lecę do Stanów. Dostałem informację od  Luke’a Rockholda. Pojechałbym mu pomóc. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, że zawodnik UFC chce mojej pomocy. Może uda się tam polecieć, a później wracam w grudniu. Może wypadnie ktoś z walki wieczoru. Jestem gotowy na Pudziana albo Popka!

 

Cała rozmowa do obejrzenia w załączonym materiale wideo.