Zawsze zły

Pryor odszedł w 1991 roku na sportową eneryturę z dorobkiem 39 wygranych walk, tylko 1 porażką i 35 nokautami. Pięć lat póżniej przyjęto go do grona Międzynarodowej Galerii Sław Boksu, w 2001 roku to samo zrobili członkowie Światowej Galerii Sław. Jego życie było pełne kontrowersji, ale żadna z nich i żaden cios rywala nie miał dla niego tak dramatycznych skutków jak okoliczności związane z wygraną w 1982 roku z Arguello. Pryor wygrał przez nokaut w czternastej rundzie, a walka w Miami została uznana przez „Ring Magazine” za Walkę Dekady.

Zwycięstwo nie obyło się jednak bezkontrowersji. W trakcie walki, mikrofony nagrały słowa jego legendarnego trenera, Panamy Jonesa, mówiącego do asystującego w narożniku Artie Curley’a”: „Daj mi tą drugą butelkę, tą którą zmiksowałem!”. Tuż przed czternastą rundą. Dla części dziennikarzy, także kibiców, miało to oznaczać, że owinięta czarna taśmą butelka zawierała stymulanty, natomiast Curley przekonywał, że chodziło o coś zupełnie niewinnego – miętową gorzałkę, która miała uspokoić żołądek Pryora.


Kiedy doszło do rewanżu w Las Vegas, Pryor także był lepszy, tym razem nokautując Arguello w dziesiątym starciu. Kontrowersji nie było, a Pryor doczekał się uznania na które zasługiwał od dawna. Dla kibiców, którzy go oglądali, zawsze był połączeniem niesamowitej techniki i determinacji. W żadnej ze swoich walk nie sprawiał wrażenia, że chce TYLKO wygrać. W każdej, że jest wściekły na rywala.

Lepszy niż Mayweather Jr?

Dla fanatyków boksu, to jedyne porównanie klasy Pryora z tymi najlepszymi ze współczesnych. Pryor pozostaje dla przeciętnego kibica ciągle jednym z najbardziej niedocenianych pięściarzy w historii sportu, ale czy był lepszy w wadze półśredniej niż „Money”? Dla większości historyków, właśnie zobaczenie takiej walki – a nie bitew w wadze ciężkiej –   byłoby marzeniem. Im dłużej trwałby taki pojedynek wielkich, tym defensywa Mayweathera  Jr byłaby mniej skuteczna, bo Pryor nigdy nie zwalniał tempa.

Kombinacja za kombinacją, ciągła presja – nawet jeśli jego rywale potrafili wytrzymać fizycznie, to psychicznie nie dawali rady. Arguello, w legendarnym dwumeczu, próbował wszystkiego, zadawał nacierającemy Pryor’owi ciosy, które nokautowały wszystkich poprzednich rywali... ale Pryor szedł dalej. Kiedy zawsze dumny i twardy Nikaraguańczyk poddał się w dziesiątej rundzie, nie wstając z ringu, jeden z ludzi z jego teamu tak skomentował sprawę: „Po co? Co by to zmieniło?”  Jak poradziłby sobie z takim rywalem Mayweather Jr, który znany jest z wszystkiego – z wyjątkiem nokautującego ciosu?

„Nie było sposobu na Aarona, bo nie było nikogo innego, który potrafił zadawać ciosy z taką szybkością z zupełnie niemożliwych pozycji. Wielka szkoda, że nie mogliśmy oglądać wiecej jego walk” – powiedział o Pryorze śledzacy jego karierę dziennikarz „Associated Press”, Ed Schuyler jr.

Już przed drugą walką z Arguello, Pryor zaczął mieć problemy z kokainą. Nie mógł przeboleć, że część kibiców i mediów uważała go za oszusta. Kokaina stała się dla niego czymś ważniejszym od sportu  - w ciągu następnych siedniu lat walczył tylko siedmiokrotnie. „Chciałem od niektórych ludzi pomocy, wyciągniętej ręki. Zamiast tego, dali mi kokainę” – powiedział Aaron Pryor, który ostatnie dwadzieścia lat swego życia spędził mówiąc na spotkaniach o zgubnych skutkach narkotyków.